Najwieksza atrakcja, a zarazem glownym celem tych wycieczek jest dotarcie do koparek i innych sprzetow budowlanych. Tym samym, majac na uwadze zamilowanie Staszka do koloru rozowego, chcialabym rozwiac wszelkie watpliwosci co niektorych o niepewnej, niesprecyzowanej orientacji mojego synka :)
niedziela, 29 września 2013
Rowerowo
W mijającym tygodniu moj tata uswiadomil mnie, ze w odleglosci kilkuset metrow od naszego domu budują drogę (Obowodniaca Łodzi, tzw Trasa Górna) Oczywiście ze o tym wiedziałam, ale nie wiedzialam, ze prace sa tak zaawansowane, ze na dlugim odcinku polozony jest juz asfat. Pojechalismy tam wczoraj z moim tata, a dzis od rana pojechalam sama z chlopakami. To jest super miejsce do trenowania umiejetnosci. Chlopaki nabieraja nie tylko kondycji, ale takze obycia drogowego. Maja generalnie problem tryzmania sie prawej strony, najlepiej jechac srodkiem drogi. Ale za to dzielnie pokonuja przeszkody drogowe.
Najwieksza atrakcja, a zarazem glownym celem tych wycieczek jest dotarcie do koparek i innych sprzetow budowlanych. Tym samym, majac na uwadze zamilowanie Staszka do koloru rozowego, chcialabym rozwiac wszelkie watpliwosci co niektorych o niepewnej, niesprecyzowanej orientacji mojego synka :)
Najwieksza atrakcja, a zarazem glownym celem tych wycieczek jest dotarcie do koparek i innych sprzetow budowlanych. Tym samym, majac na uwadze zamilowanie Staszka do koloru rozowego, chcialabym rozwiac wszelkie watpliwosci co niektorych o niepewnej, niesprecyzowanej orientacji mojego synka :)
poniedziałek, 23 września 2013
Rodzinnie
Wczoraj bylismy na rodzinnym brunchu w hotelu Holliday Inn. Wbrew obawom bylo kameralnie, smacznie i zabawnie. Bawilismy sie wszyscy razem, wspaniale spedzilismy czas. Chlopcom najbardziej podobalo sie malowanie tatuazy. Wiktorek skusil sie nawet na malowanie wlosow :)
poniedziałek, 16 września 2013
Po weekendzie - rowerowo
Nie wiem juz czy pisalam, ze przed samym naszym wyjazdem do Czarnogory chlopcy nauczyli sie jezdzic na rowerach bez bocznych kolek. Nigdy wczesniej nie probpwalismy, bo... nam sie nie chcialo. Angelke uczylam tygodniami calymi, plecy mnie bolaly, i nogi, ale zalapala, w wieku ok 6 lat.
Z chlopcami bylo prosciej. Po rodzinnym grillu stal przy naszych drzwiach rowerek Krzysia, ktory juz z pol roku smiga bez bocznych kolek. Krzysia w poblizu nie bylo, a ja wpadlam na pomysl:
- Staszek, wsiadaj i jedz... I Staszek, wziety z zaskoczenia, wsiadl i.... pojechal :) Dokladnie to samo zrobil Wiktor. Piotrek natychmiast zdjął boczne kolka - zeby sie chlopcom nie odwidzialo. Na poczatku mieli troche problemow z wsiadaniem i hamowaniem ale w kilka dni sie nauczyli. Po powrocie z wakacji jazde na rowerach opanowali do perfekcji.
Podczas weekendu bylismy na kilku krotkich przejazdzkach po osiedlu. W sobote z Wiktorem pojechalismy na wycieczke dookola Stawów Jana, do domu wrócilismy okreżna drogą. Staszek wybral majsterkowanie z tata w piwnicy. W niedziele powtorzylismy z Wiktorem ta sama trase. Poszlo duzo sprawniej, bo juz wiedzial, gdzie nalezy sie zatrzymac, Na razie zapowiada sie ze niezly bedzie z niego rowerzysta :)
Stas zapowiedzial sie, ze dzisiaj on tez chce jechac na taka wycieczke, i jesli pogoda dopisze to pojedziemy wszyscy razem.
A poza tym mamy za soba juz dwa tygodnie szkoly i dwie prace domowe. Na szczescie chlopcy bez problemow wypelniaja swoje obowiazki. Kazdego dnia sa bardzo zmeczeni, ale przeklada sie to na wczesniejsze zasypianie. Do szkoły chodza chetnie, z duza satysfakcja. Przed nimi nowe wyzwania, ciekawe wyjscia, np. do kina, teatru, do strazy pozarnej, wycieczki do lasu. Czeka ich tez spotkanie z policjantem, ktory opowie o zachowaniu na drodze, w zwiazku z poruszaniem sie komunikacja miejska, co rowniez bedzie nowym doswiadczeniem :)
Dzis wybieramy sie na pierwsze spotkanie z logopeda. Pani ma pomoc chlopcom w poprawnym mowieniu. Zapowiadaja sie bardzo ciekawe zajecia, o czym z pewnoscia napisze.
Z chlopcami bylo prosciej. Po rodzinnym grillu stal przy naszych drzwiach rowerek Krzysia, ktory juz z pol roku smiga bez bocznych kolek. Krzysia w poblizu nie bylo, a ja wpadlam na pomysl:
- Staszek, wsiadaj i jedz... I Staszek, wziety z zaskoczenia, wsiadl i.... pojechal :) Dokladnie to samo zrobil Wiktor. Piotrek natychmiast zdjął boczne kolka - zeby sie chlopcom nie odwidzialo. Na poczatku mieli troche problemow z wsiadaniem i hamowaniem ale w kilka dni sie nauczyli. Po powrocie z wakacji jazde na rowerach opanowali do perfekcji.
Podczas weekendu bylismy na kilku krotkich przejazdzkach po osiedlu. W sobote z Wiktorem pojechalismy na wycieczke dookola Stawów Jana, do domu wrócilismy okreżna drogą. Staszek wybral majsterkowanie z tata w piwnicy. W niedziele powtorzylismy z Wiktorem ta sama trase. Poszlo duzo sprawniej, bo juz wiedzial, gdzie nalezy sie zatrzymac, Na razie zapowiada sie ze niezly bedzie z niego rowerzysta :)
Stas zapowiedzial sie, ze dzisiaj on tez chce jechac na taka wycieczke, i jesli pogoda dopisze to pojedziemy wszyscy razem.
A poza tym mamy za soba juz dwa tygodnie szkoly i dwie prace domowe. Na szczescie chlopcy bez problemow wypelniaja swoje obowiazki. Kazdego dnia sa bardzo zmeczeni, ale przeklada sie to na wczesniejsze zasypianie. Do szkoły chodza chetnie, z duza satysfakcja. Przed nimi nowe wyzwania, ciekawe wyjscia, np. do kina, teatru, do strazy pozarnej, wycieczki do lasu. Czeka ich tez spotkanie z policjantem, ktory opowie o zachowaniu na drodze, w zwiazku z poruszaniem sie komunikacja miejska, co rowniez bedzie nowym doswiadczeniem :)
Dzis wybieramy sie na pierwsze spotkanie z logopeda. Pani ma pomoc chlopcom w poprawnym mowieniu. Zapowiadaja sie bardzo ciekawe zajecia, o czym z pewnoscia napisze.
| Wiktorek - dyzurny - czysci stół pod czujnym okiem kolezanek |
poniedziałek, 9 września 2013
Tzw miejsce do pracy
Chłopcy maja miejsce do pracy. Na razie pracy jeszcze nie posiadaja, na szczescie, ale siedza przy swoich biureczkach, rysuja, wycinaja i kleja.
mają tez jak na razie JEDNA CZYSTA SCIANE!
Wiktor zdązył juz cos narysowac na swoim biurko, i prosilam, zeby je umyl, na co Stas mowi ze to jest specjalna dekoracja :)))
mają tez jak na razie JEDNA CZYSTA SCIANE!
Wiktor zdązył juz cos narysowac na swoim biurko, i prosilam, zeby je umyl, na co Stas mowi ze to jest specjalna dekoracja :)))
W planach renowacja kolejnych scian. Nie bede ich pokazywac, bo niektórzy czują sie mocno zniesmaczeni jak na nie patrza :D
Czarnogóra, cz XII Podsumowanie. Naprawdę ostatnie :)
W poprzednich postach o Czarnogórze dodałam opisy i pokaz slajdów ze zdjęciami.
A teraz jeszcze kilka wrażeń z Czarnogóry, takie podsumowanie.
To były jedne z lepszych, jak nie najlepsze wakacje do tej pory. Mówię oczywiście o okresie odkąd posiadamy dzieci. Chłopcy są bezproblemowi, łatwo dostosowują się do zmian, są ciekawi, otwarci na nowe doświadczenia co znacznie ułatwia podróżowanie. W tym roku po raz pierwszy świadomie i z wielkim zainteresowaniem zwiedzali różne miejsca.
W poprzednich postach nie wspominałam za dużo o codziennym życiu. Pisałam o wszechobecnych muzułmanach, którzy zupełnie nie przeszkadzają w życiu turystom. Nie wspomniałam natomiast o bardzo luźnym sposobie poruszania się samochodami czy skuterami.
Wydaje się, że nie bardzo znają przepisy ruchu drogowego, co w pierwszych dniach pobytu w Czarnogórze doprowadzało nas do konsternacji.
Kilka rzeczy naprawdę standardowych:
- nadużywanie klaksonów – trąbią wszędzie i z różnych powodów, i często nie jest to zniecierpliwienie. Pozdrawiają się wzajemnie, informują o swojej obecności.
- nie używanie kierunkowskazów
- znak stopu jest generalnie nie widzialny
- parkowanie na ruchliwej ulicy – nie ma miejsc zabronionych, znaki są niewidzialne, jak stop
- blokowanie ruchu na skrzyżowaniu z powodu pogawędki ze znajomym – wszyscy stoją, tworzy się korek, ale co tam, muszą sobie pogadać :)
- policja jest, ale nie reaguje, nie widziałam, żeby wzbudzała szacunek, posłuch czy strach – chyba tylko reguluje trochę ruch w zakorkowanych miejscach
Generalnie nie ma zasady ustępowania sobie miejsca. Trzeba się wepchnąć. Jak się nie wepchniesz to nie pojedziesz, w myśl zasady kto pierwszy ten lepszy. Ale żeby nie było tak strasznie, to wyjątki się zdarzają. Byłam świadkiem sytuacji, gdzie ktoś zatrzymał się żeby pozwolić komuś wyjechać z podwórka na ulicę. To było takie niesamowite dla tego, kto wyjeżdżał, ze oba samochody zablokowały całą drogę na dłuższą chwilę, bo pan wylewnie dziękował drugiemu panu za tą niesamowitą grzeczność.
Poza tym w Ulcinj jest świetnie wyposażone przedsiębiorstwo oczyszczania miasta. Mają piękne, oznaczone nalepkami EU śmieciarki, które co najmniej raz dziennie opróżniają pojemniki na śmieci, wystawione wzdłuż drogi. Zadziwiająca jest fantazja śmieciarzy, którzy zgrabnie rzucają pojemnikami na śmieci po ich opróżnieniu, nawet na drugą stronę ulicy.
Na razie tyle przychodzi mi do głowy. Pewnie będę uzupełniała te zapiski , jak mi się cos przypomni.
W poprzednich postach nie wspominałam za dużo o codziennym życiu. Pisałam o wszechobecnych muzułmanach, którzy zupełnie nie przeszkadzają w życiu turystom. Nie wspomniałam natomiast o bardzo luźnym sposobie poruszania się samochodami czy skuterami.
Wydaje się, że nie bardzo znają przepisy ruchu drogowego, co w pierwszych dniach pobytu w Czarnogórze doprowadzało nas do konsternacji.
Kilka rzeczy naprawdę standardowych:
- nadużywanie klaksonów – trąbią wszędzie i z różnych powodów, i często nie jest to zniecierpliwienie. Pozdrawiają się wzajemnie, informują o swojej obecności.
- nie używanie kierunkowskazów
- znak stopu jest generalnie nie widzialny
- parkowanie na ruchliwej ulicy – nie ma miejsc zabronionych, znaki są niewidzialne, jak stop
- blokowanie ruchu na skrzyżowaniu z powodu pogawędki ze znajomym – wszyscy stoją, tworzy się korek, ale co tam, muszą sobie pogadać :)
- policja jest, ale nie reaguje, nie widziałam, żeby wzbudzała szacunek, posłuch czy strach – chyba tylko reguluje trochę ruch w zakorkowanych miejscach
Generalnie nie ma zasady ustępowania sobie miejsca. Trzeba się wepchnąć. Jak się nie wepchniesz to nie pojedziesz, w myśl zasady kto pierwszy ten lepszy. Ale żeby nie było tak strasznie, to wyjątki się zdarzają. Byłam świadkiem sytuacji, gdzie ktoś zatrzymał się żeby pozwolić komuś wyjechać z podwórka na ulicę. To było takie niesamowite dla tego, kto wyjeżdżał, ze oba samochody zablokowały całą drogę na dłuższą chwilę, bo pan wylewnie dziękował drugiemu panu za tą niesamowitą grzeczność.
Poza tym w Ulcinj jest świetnie wyposażone przedsiębiorstwo oczyszczania miasta. Mają piękne, oznaczone nalepkami EU śmieciarki, które co najmniej raz dziennie opróżniają pojemniki na śmieci, wystawione wzdłuż drogi. Zadziwiająca jest fantazja śmieciarzy, którzy zgrabnie rzucają pojemnikami na śmieci po ich opróżnieniu, nawet na drugą stronę ulicy.
Na razie tyle przychodzi mi do głowy. Pewnie będę uzupełniała te zapiski , jak mi się cos przypomni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
