Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lodz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lodz. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 lipca 2015

Tramwajem...

Pod koniec czerwca wybrałam się na spotkanie z koleżanką. Spotkanie w centrum miasta, więc zdecydowałam się na przejażdżkę tramwajem.  Jako że jeżdżę właściwie tylko samochodem, było to dla mnie wydarzeniem i bardzo szczególnym zjawiskiem socjologicznym.
Siedząc w tramwaju można oglądać się na różne strony. Miasto wygląda zupełnie inaczej. Dostrzega się szczegóły, których nie widać siedząc za kierownicą. Dostrzega się także ludzi. Słucha się ich rozmów, prowadzonych głównie przez telefon. Ludzie nie zwracają na siebie uwagi. Siedzą zamknięci w swoim świecie. Wpatrzeni w komórki, książki nie dostrzegają świata, a mimo to wysiadają na właściwych sobie przystankach. W tramwaju można spotkać eleganckiego pana w garniturze i cuchnącego żula. Sama jazda tramwajem nie była przykrym doświadczeniem. Gorzej było z oczekiwaniem na tramwaj, potem na autobus, w drodze powrotnej Tramwaje nie przyjeżdżały na czas. Autobus mi uciekł sprzed nosa, musiałam wiec czekać  15 min na następny. Nie ma żadnej synchronizacji. I to w sumie wystarczy, aby zniechęcić mnie do korzystania z komunikacji miejskiej. Dystans, który samochodem przejechałabym maksymalnie w 20 minut (przy dużym ruchu) zajął mi komunikacją miejską prawie godzinę. Zmęczyło mnie długie stanie na przystankach, przy bardzo ruchliwych ulicach. Myślę, że nie wsiądę szybko do tramwaju. Nie zachęciła mnie ta jednorazowa przygoda.






Nowe centrum przesiadkowe w budowie

Hala targowa Górniak

Angelka na reklamie

Ludzie :D

sobota, 23 maja 2009

Łódź

Wrocilam z Lodzi. Wyjechalam w sobote rano, wrocilam we wtorek po poludniu. Przepraszam tych, ktorzy liczyli na jakiekolwiek spotkanie, ale tym razem skupilam sie na swoim duzym dziecku. Byla to moja pierwsza samodzielna podroz od grudnia 2006. Wtedy to bylam z moja polsko czeska przyjaciolka w (nie wiem czy dobrze odmieniam) Hradcu Kralovym (tam tez wybieram sie w czerwcu :). Dziwne to bylo uczucie, aczkolwiek taki czas z dala od domu nie zrobil mi zle. Pobylam z Angelka, tylko z nia, oderwałam sie od zwyklej codziennosci.
Glownym powodem wyjazdu byla I Komunia Swieta Angelki. Cudna to byla uroczystosc, bardzo podniosla i wzruszajaca, biorac pod uwage fakt, ze wiekowo Angelka powinna przystepowac do bierzmowania.
Zapraszam do naszej galerii, sa zdjecia :)

Ale i tak fajnie bylo wrocic do domu. Chlopaczki moje przywitaly mnie strasznie fajnie. Siedzialy w jednym lozeczku i niemalze rzucily sie na mnie, wycalowaly (czyt. wylizaly) mnie jak glupki, a potem chodzily wokol mnie, znosily zabawki, bylo cudnie. A ja nawet bardzo nie tesknilam. Owszem, dzwonilam trzy razy dziennie i myslalam o nich, ale jakos tak spokojnie, mialam w sobie pewnosc, ze wszystko jest dobrze, ze dzieci sa bezpieczne. W koncu byly z tata :)

No a poza tym to zlapalo mnie jakies chorobsko, zaprawilam sie w autobusie jak jechalam do Lodzi, zimno bylo. Dzis juz jest lepiej, no i szykujemy sie do pracy, od poniedzialku 40 osob i tak do konca czerwca mamy zamieszanie. Bedzie co robic :)

Poza tym po powrocie odkrylam 13 zabka u Stasia: prawa górna czwórka :)

wtorek, 16 grudnia 2008

Po powrocie

Jestesmy juz od niedzieli w domu, po bardzo intensywnym pobycie w Lodzi. Dzieci wyraznie zachwycone byly powrotem do domu, widac bylo ze poznaja swoje miejsce.
Zajelo nam 24 godz aby przywrocic dzieci do normalnosci.
Byli kompletnie rozregulowani, zarowno zywieniowo jak i wypoczynkowo. Nie bylo nocy bez pobudki, poranki zaczynaly sie nam ok 5 rano. Przebywanie w miejscach nieprzystosowanych dla dzieci raczkujaco - wstajacych to duze wyzwanie. Cala uwaga musi skupiac sie na maluchach, przez co uwage tracili inni - za co bardzo przepraszam.
Ale juz po wszytskim. Dzieci ladnie jedza o swoich porach a dzis przespaly cala noc, zbudzilam sie dopiero po 7!
Jak to bylo w Lodzi opisze wkrotce. Na razie mam tyle pracy, ze nie wiem, za co sie zabrac. A swieta juz za tydzien.. chyba wpadlam w przedswiateczny wir...

PS. Wiktorek tez juz robi brawo, a obaj potrafia przejsc kilka kroczkow za pudelkiem po pampersach.

Ps. w naszych zdjeciach sa juz zdjecia z Lodzi, a takze kilka nowych w 10 miesiacu :)
A w filmikach nowe filmiki (4 ostatnie). Zapraszamy do ogladania :)

sobota, 6 września 2008

Wszedzie dobrze...

I jestesmy juz od wczoraj w domku. Zmeczeni ale zadowoleni, bo oczywiscie wszedzie dobrze ale w domu najlepiej. Nic wczoraj nie zrobilam, zaleglam na lozku i odpoczywalam. Za to dzis juz wstawilam pranie, przygotowalam nastepne i zabiore sie za rozpakowywanie i porzadkowanie reszty :)
Dzieci zadziwione, nie wiedzialy co sie dzieje. Rozgladaly sie wokolo, ciekawa jestem, czy rozpoznaly stare katy. Ogolnie caly wyjazd mozna byloby nazwac ZDZIWIENIE, bo taka byla reakcja chlopakow na wszytsko :)
Fajnie bylo wyjechac, zmienic otoczenie, zobaczyc, ze chlopcy znosza podroze bez klopotow. Dom tez nie zawalil sie podczas naszej nieobecnosci.
Lubie tu byc. Slonce wstaje teraz razem ze mna, od ktorego niebo plonie czerwienia nad gorami, zapach swiezosci na zewnatrz i taka cisza... Raniutko wyszlam w pizamie na zewnatrz i az zachlysnelam sie... spokojem...

A wczoraj (05.09.08) Wiktorkowi wyszla PRAWA GORNA JEDYNKA. I tym samym mam juz pieciozebne dzieci :)

Dopisuje: w sobote Stasiowi wyszla druga, prawa gorna jedynka! Odkrylam ja po napisaniu tego posta :)

czwartek, 4 września 2008

Pierwsza wizyta w restauracji

W czwartek, dzien przed wyjazdem, Babcia zaprosila nas na obiad do restauracji Chata Wuja Toma w Żabiczkach pod Lodzia.
Bylismy my z chlopacami, Pawel z Agnieszka, Ola i Krzysiem, oraz znajomi. Dziadek zostal w domu, bo byl chory. Chlopaki nic nie jedli, ale zachowywali sie wspaniale, zreszta tak jak wszystkie dzieci. Twinsy siedzialy najpierw w fotelikach a potem na krzeselkach. W ogole nie ma z nimi zadnych problemow :)



A wiecej zdjec w galerii Nasze Zdjecia (juz nowy album, z siodmego miesiaca :)

wtorek, 2 września 2008

Meldujemy sie z Lodzi

No i pierwsza dluga podroz za nami. Chlopaki spisali sie wspaniale, jakby jazda autem 400 km byla najzwyklejsza w swiecie. Jestem z nich bardzo dumna. W Lodzi zaklimatyzowali sie bardzo dobrze. Nowe, turystyczne lozeczka wprawily je w zdumienie, ale ze spaniem klopotow nie ma.
W niedziele bylismy z chlopakami w Realu, wielkim hipermarkecie (ze 3 razy wiekszym niz hipermarkety w Jeleniej Gorze). To ich pierwsza wizyta w takim miejscu. A wczoraj bylismy u fotografa, gdzie rowniez odbylo sie bez klopotow. Caly czas sa zadziwieni, patrza wkolo nie bardzo wiedzac, co sie dzieje. Zwlaszcza hipermarket to odkrycie, tyle ludzi, swiatel, kolorow...

Stasiowi wyszedl kolejny zabek - lewa, gorna jedynka, w niedziele 31.08.2008.
A Wiktor dzis chyba mial klopot z dziaselkami. Budzil sie kilka razy z placzem, zasnal dobrze po polnocy, aby kilka min po 5 rano znow nie spac. Teraz za to spi jak zabity a Stas probuje mi pomagac pisac :)
Dzis wybieramy sie do Warszawy, pozalatwiac sprawy paszportowe w ambasadzie holenderskiej. Kolejna podroz przed nami, aczkolwiek juz wiem, ze bedzie dobrze.

Pozdrawiamy z Lodzi bardzo serdecznie!

środa, 7 listopada 2007

Prawo jazdy, Łódź i śnieg!

Piotruś zdal egzamin na prawo jazdy!

Graniczy to niemal z cudem, bo zdawalnosc w Lodzi wynosi 28 %.
Wrocilismy wczoraj, ok 15. Ciezko mi sie juz jezdzi na dlugich dystansach, pomimo dobrego i wygodnego auta. Dlatego tez jestem przeszczesliwa, ze Piotrus ma to prawo jazdy bo bardzo mnie odciazy i bedzie bardziej niezależny. Teraz to z kazda jedna glupota musialam
wsiadac do auta i jechac. We wtorek byliśmy w Radomsku, odwiedziliśmy koleżankę. Nie byliśmy tam długo, bo pogoda się psula a ja nie chciałam wracac po ciemku. Srode spedzilismy w domu, nie robiac nic, bo musiałam odpoczac. A w czwartek rano ruszylismy do Dobrzycy, odwiedzic babcie Piotrusia. To była bardzo udana wizyta.
W piatek po sniadanku pojechalismy juz w kierunku domek. Jak zajechalismy do domu to zaczal padac snieg. Chyba czekal na nas z tym padaniem, zeby się nam lepiej jechalo!
Po raz kolejny mam naoczny dowod na to, jaki to mikroklimat panuje na naszej gorce. Zawozilam rano Piotrusia do szkoly, u nas sniegu ok 15 cm a w Jeleniej Gorze - ANI SLADU!!! Poniżej kilka zdjęć również dzisiejszego poranka, rowniez z naszym nabytkiem i moim wielgachnym brzuszkiem. Taki brzuszek mialam w ciazy z Angelka w ostatnim miesiącu :))



Poza tym Lodz mi chyba sluzy, czuje sie dobrze, maluszki poobracaly sie jakos tak, ze nacisk na nerwy jest mniejszy i nie bola mnie tak bardzo plecy. Zgaga jakby ustapila, a w ciagu tygodnia mialam tylko raz skurcz lydki. Odpukac, nie jest zle!

A na koniec pochwale sie jeszcze troszke moja mama :)
http://miasta.gazeta.pl/lodz/1,35136,4651337.html

sobota, 15 września 2007

Lodz

Jutro rano wyjezdzamy do Lodzi. Zostaniemy tam do nastepnej niedzieli. Ciesze sie jak diabli, bo przede wszystkim pobede sobie z Angelica, ktorej nie widzialam juz kilka tygodni. Piotrus musi dokonczyc prace, ktorej nie skonczyl podczas poprzedniego pobytu, ja musze zarejestrowac swoj holenderski rozwod, aby byc w koncu wolna kobieta :)
No i zobacze sie z bratem i jego rodzina, a zwlaszcza z malenkim Krzysiem. Krzys spedzil ostatnich kilka dlugich tygodni w szpitalu. Mial miec wykonany tylko drobny zabieg, a nabawil sie tam zapalenia pluc, ktore trzymalo go ponad 3 tygodnie. Teraz Krzys jest juz w domu i tez sie ciesze, ze znow go zobacze.
Poza tym zobaczymy sie ze znajomymi, odwiedzimy Piotrkowska, Manufakture i na pewno pojdziemy do kina, do naszej ulubionej pizzeri i tydzien minie nie wiedzac kiedy. Oby mi tylko sil starczylo na te wszystkie plany!

A ponizej zdjecia Krzysia, z lipca br.