Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chorwacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chorwacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 września 2015

Chorwacja 2015

Miało nie być wyjazdu ale był. I to taki, że aż żal było wyjeżdzać. Minął miesiąc od powrotu a ja wciaz chcialabym tam wracac.
Byliśmy w Chorwacji, w Rogoznicy. Z przyjaciółmi. Mielismy wspaniały apartament blisko morza, z przystojnym gospodarzem, zwanym z francuskiego Jean.
Nie bylo upalow, tylko ok 30 stopni. Przez 2 tyg padalo raz, kilka godzin.
Moczyliśmy sie w morzu, którego temperatura była bliska temperaturze powietrza.   Nurkowalismy. Zwiedzalismy. Trogir. Szybenik. Split. Primosten. Rogoznica. Kazde jedno miasteczko nas oczarowalo. Kilka razy plynelismy statkiem, ku radosci chlopcow.
Sama Rogoznica to magiczne miasteczko kryjace w sobie wiele niespodzianek. Kazdego dnia odkrywalismy nowe miejsca, zachwycalismy sie od nowa.
Chlopcy to idealni towarzysze podrozy. Ciekawi swiata, wszystko im sie podobalo. Dzielnie zniesli dluga podroz. Generalnie uwazam, ze to byly najfajniejsze wakacje jakie wspolnie spedzalismy. Byc moze zwiazane to bylo z obecnoscioa naszych przyjaciol, byc moze my mielismy w koncu czas dla siebie, a byc moze dlatego, ze dzieci nam rosna i robia sie bardziej samodzielne....
Ja natomiast niemalze codziennie podziwialam zachody slonca!!




czwartek, 5 września 2013

Montenegro, cz XI - W drodze do Polski z Czarnogóry 29/30.08.2013

Droga powrotna

Nie będzie juz tak szczegółowo, nie robiłam notatek. Byłam już skoncentrowana na powrocie do domu.

Wyjazd 4:30. Rano Piotrkowi przypomnialo sie, że za prom na końcu Czarnogóry trzeba płacic gotówką, a w sumie wszytsko już wydaliśmy. Poranne szukanie bankomatu opóźniło wyjazd, wiec tak naprawdę Ulczyn opuściliśmy ok 5.00
Prom 6.51 strata ok 35 min - znależliśmy sie w porannym szycie. Wjechaliśmy jako jedni z ostatnich a z anami juz nie było nikogo.
Granica Czarnogóra Chorwacja – opóźnienie 20 min, celnik pytał się czy mamy polskie piwo.
Potem jechaliśmy bez problemów.
Do autostrady w Chorwacji jechaliśmy 5 h 20 min, czyli dużo krócej niż w drodze do Czarnogóry. Myślę, że wczesna godzina wyjazdu bardzo w tym pomogła.
Jechaliśmy spokojnie, aż do ostatniej bramki na autostradzie w Chorwacji. Tam przestój 40 minut - w sumie nie wiadomo dlaczego, bo punktów płatniczych było 5, a nitek autostrady tylko dwie. Na granicy staliśmy ok 10 minut.
W sumie pierwszego dnia przejechaliśmy 1200 km, do Mikułowa w Czechach, objazdem przez Słowenię (żeby nie płacić tych 15 euro) w czasie ponad 18 godzin. Pensjonat mieliśmy zarezerwowany i na miejscu wszyscy poszliśmy natychmiast spać. http://www.crhan.cz/
Następnego dnia już bez kłopotów przejechaliśmy ostatnie 500 km, wyjechaliśmy po 7 z Mikulowa, a ok 13 byliśmy już w domu. Nie przestanę chwalić naszych synków. Oni są wspaniali. Nie jeden dorosły może brać z nich przykład.

W drodze powrotnej było mi strasznie zimno w nogi. Nawet skarpetki mi nie pomogły. Zresztą, mija tydzień od powrotu a mi wciąż jest zimno. Nawet chłopcy poprosili o kołdry :) Dwa dni prowadził głównie Piotrek, nie chciał się zmieniać.

paliwo
717,6
winiety
222,96
jedzenie
258,65
nocleg
205
1404,21


Zdjęcia tutaj 

Montenegro cz I - Droga do Czarnogóry 18-19.08.2013

Będzie szczegółowy opis ze wszystkimi kosztami. Po czasie widać, że niektóre koszty można byłoby zmniejszyć, ale teraz juz na to za późno.
----------------------------------------------------------

Właściwie długo nie wiedzieliśmy czy pojedziemy na wakacje i gdzie. Po długich rozważaniach zdecydowaliśmy się na Czarnogórę. Czynnikiem decydującym była niska cena noclegów (35 euro za noc, za dwupokojowy apartament z kuchnią, łazienką, z widokiem na morze) i pobytu oraz dobra opinia osób, które już tam były. Podróż do Czarnogóry była dokładanie zaplanowana i generalnie wszystko poszło zgodnie z planem. Jedynym zaskoczeniem był fakt, że moje towarzystwo ubezpieczeniowe NIE MA w ofercie Zielonej Karty i musieliśmy kupić ją w innym, podnosząc jednocześnie koszt podróży/pobytu o 420 zł.

Pakowanie zajęło nam kilka dni, ale w sumie tylko dlatego, że mieliśmy dużo czasu. Urlop mieliśmy już od czwartku, a jechaliśmy dopiero w niedzielę.

Chłopcy to urodzeni podróżnicy. Nie ma z nimi żadnego kłopotu. W samochodzie mamy odtwarzacz DVD z dwoma ekranikami, chłopcy maja tez konsole z grami i to w zupełności im wystarczy do przeżycia długiej drogi. A droga była naprawdę długa. W sumie prawie 1700 km. W samochodzie mało spali, jakieś krótkie drzemki.

Wyjechaliśmy 18 sierpnia, w niedzielę o świcie. Pobudka o 4:30, o 5:20 wyruszyliśmy.

Trochę cyfr:

Pobudka 4.30
Wyjazd 5,20
Tankowanie Częstochowa 360 zł.
Granica Polska Czechy 8.20 Zakup winiety (na 30 dni) na autostrady, 440 koron = 76,87 zł

Rozmawiam na stacji po angielsku, Wicek na mnie patrzy, pyta się- Mamo, jak Ty mówisz? Zdziwiony jak diabli :)
Brno 10.00 425 km
Przerwa Mikulov 20 min zakupy lidl = 36,60 zł
Granica Czechy Austria 11.00 Zakup winiety 16,60 euro (2 winiety na 10 dni) = 74,04 zł
Wiedeń 11.50
Graz 13.50
Granica Austria Słowenia 14.17
Opóźnienie 30 min. z powodu zgubienia drogi – chcieliśmy ominąć autostradę (ok 30 km płatne 15 euro) a i tak ze 25 km jechaliśmy autostradą, bez winiety !! – udało się ale nie polecam – stres jak diabli, a wrazie kontroli mandat 150 euro płatny gotówką, lub przelewem 300 euro.
Zarówno teraz jak i rok temu, jadąc ostatni kawałek Austrii i początek Czech - poza autostradami – zachwycałam się polami słoneczników – już więdnących niestety, oraz przepięknymi winnicami.
Granica Słowenia Chorwacja 15.26

Tankowanie w Chorwacji, Zagreb 685,51 kun = 408,95 zł
Obiad i przerwa 17.00 Draganic (obiad 95 kun = 57 zł, dwa rosoły, gulaszowa i sałatka owocowa)
W okolice Zadar dotarliśmy przed 20. Zjechaliśmy pierwszym zjazdem, w prawo kilka km i był już hotelik Marin w Posedarje. 330 kun za pokój (44 euro = 192,60 zł), dzieci do 5 lat gratis. Odmłodziłam wiec chłopców. Pani się pyta: ile lat mają dzieci? Mowie: prawie 5. A drugie ? Prawie 5 :) Konsternacja. Jak to? To są bliźnięta :) Rozmawiałam po angielsku.
Pokój - a właściwie dwa - malutkie ale czyste. Jedyny minus - okna na ulicę. Głośno. Bardzo słabo spalam. Dzieciaki się wierciły. Polecam miejsce, ale z pokojem od drugiej strony. Śniadań nie serwują. Pachnie Chorwacją. Rozmaryn z lawendą i dojrzewającymi figami.
53,96 kun = 32,15 zł picie i jedzenie na stacji benzynowej - pozycja z karty kredytowej :)

Opłaty za autostrady w Chorwacji:
Zjazd Zadar 1 – 121 kun = 72,19 zł
48 kun = 28,62 zł

Podsumowanie pierwszego dnia:
Jechaliśmy niecałe 14 godzin, 1200 km.  Bez zastrzeżeń. Bez korków. Prowadził głownie Piotr.

Dzień drugi:

Rano wstaliśmy ok 6, 6:20 wyjechaliśmy, kawa i rogalik na pierwszej stacji benzynowej, długa kolejka, wielu Polaków, którzy noc spędzali na parkingu lub w drodze. 57 kun = 34,02 zł
Opłata za autostradę w Chorwacji 99 kun = 59,02 zł
Granica Chorwacja Bośnia i Hercegowina 9.55 (przy samym wybrzeżu)
po serpentynach na koniec Chorwacji - miałam kłopoty z żołądkiem
Kolejna granica Bośnia i Hercegowina Chorwacja 10.09 (przy samym wybrzeżu)
Dubrownik 11,40
Zakupy w Lidlu za Dubrownikiem 51,04 zł
Granica Chorwacja Czarnogóra 12;05 bez czekania (przy samym wybrzeżu)
Czarnogóra stempel w paszport
Prom skracający drogę: 12:46 4,50 euro = 19,69 zł

Potem już tylko pod górkę. Jechało się źle, długo, przez małe, bardzo urokliwe ale zakorkowane miasteczka, cały czas wzdłuż wybrzeża, i to rekompensowało trud podróży. Piękna, cudowna droga, jeśli nie masz za sobą już wielogodzinnej podróży.

Do Ulczyna dotarliśmy ok 15:30. Jechaliśmy więc prawie 9 godzin te ostatnie 480 km. Ale warto było, o czym napiszę w osobnej relacji.

Tym razem samochód prowadziliśmy pól na pół.

Koszty tej podróży:

paliwo
768,95
winiety
270,8
jedzenie
180,79
nocleg
187,44
1407,98
Dodam, że jeździmy  Dodge Journey 2.0

Będą filmiki z tej podróży, ale najpierw trzeba je wstawić na youtube.

Zdjęcia tutaj


piątek, 14 września 2012

Chorwacja cz. V - ostatnia.

No i coz. Nastapil koniec wakacji. W sobote ok 5:45, 8wrzesnia, z wielkim zalem pozegnalizmy sie z Mariją i Nikola, z naszymi sasiadami i wsiedliśmy w auto w droge do domu. Tym razem pogoda dopisala i 1280 km przejechalismy jednego dnia, dokladnie w 15,5 godziny.
Mielismy dwie dluzsze przerwy na jedzenie (jedna w Austrii, druga w Czechach w McDonaldzie), na granicy stalismy ok 25 minut, potem jeszcze przerwa na tankowanie. W miedzy czase kilka razy szybkie siku i zmiana kierowcy. DRoga byla fantastyczna. Chlopcy spisali sie znow wysmienicie. Mamy prawdziwych twardzieli. W drodze prawie nie spali. Zasneli snem kamiennym ok 20:30, czyli w porze swojego snu. Staszek zanotowal jeszcze policje w Czestochowie i tyle go slyszalam. Na miejscu, o 21:45 Piotrek wynosil dzieci do lozek. Rozebralam tylko do majtek i koszulek i polozylam spac. Rano (ok 6:00) Wiktor zrobil mi awanture, czemu on sie nie kapal, i czemu nie ma pizamy... No coz. Zalozylam mu pizame, i sklamalam, ze mylam go jak spal :-) czyscioszek jeden :-)

Tutaj jeszcze migawki z podrózy och, jak mi zal... see you again Croatie....


Bardzo widoczna była zmiana pogody. Przed tunelem Sv Rok bylo 22 stopni. Po przekroczeniu tunelu tylko... 8....

PS. Dodam jeszcze, ze Piotrus wylowil z morza kilka podwojnych muszelek podczas nurkowania. I zapomnial ich zabrac. Uprzejma gospodyni przyslala je nam do Lodzi :)

I jeszcze wspomnienie chwili z plazy:




czwartek, 13 września 2012

Chorwacja cz. IV wodospady KRKA i GlassBoat oraz Szybenik


Jadno z najbardziej magicznych miejsc  w Chorwacji to Park Nnarodowy Krka ze słynnymi wodospadami.
Pojechalismy do Skradin, tam stateczkiem (wliczonym w cene biletu) do glownego wejscia. Sam stateczek zrobil na chłopcach olbrzymie wrazenie, byli jak zaczarowani. Plynie sie ok 20 min. Drewniana kladeczka przeszlismy cala tzw sciezke edukacyjną (ok 2 km). Nie kapalismy sie pod wodospadem, bo bylo za gleboko, posiedzielismy troche na brzegu. Nie wykupilismy tez wycieczki statkiem w głąb parku, bo uznalismy, ze to za dlugo (miala trwac ok. 3 godzin) i za duzo wrazen na raz. Cała wyprawa zajela nam ok 4 godzin. Chlopcy pieknie dali rade, ale najwieksza atrakacja byly rybki w wodzie i statek :)
Ale same wodospady piekne. Zreszta, nie trzeba dużo pisać. Popatrzcie sami.




Nastepnego dnia popłynęliśmy na wycieczkę GlassBoat.  Oczywiście radosc dzieci wielka, bo statki sa najwieksza atrakcja. Wycieczka trwala ponad 3 godziny, z godzinna przerwa w miasteczku na wyspie Prvic.
Stateczek ma szklane dno, przez które widac dno morza. Pan opowiadal o tym, co widac pod nami, rozne ciekawostki o zyciu fauny i flory. Głownie o ogorku morskim, jeżowcu, rozgwiedzie i małzach. Ogórek morski wyglądał troche jak… kupa, ku wielkiemu rozbawieniu nie tylko chłopców. Zyjątko to, pomimo swojego wygladu, stanowi bardzo wazna czesc Adriatyku, ponieważ jest to naturalny filtr oczyszczajacy tamtejsze wody. Przed przerwa pan wskoczył do wody i wyławiał wlasnie te żyjątka, można było je nawet wziasc do reki :-)
Godzinna przerwe na wyspie chlopcy spedzili na plazy taplając się w wodzie a ja pospacerowałam sobie po okolicznych uliczkach. Niesamowite wrazenie robi miasteczko, po którym nie jezdza samochody! Więcej opisów pod zdjęciami





W jeden z pochmurnych popołudni (byly w sumie trzy deszczowe czesci dnia przez 2 tyg, temperatura spadla wtedy do 28 st) pojechalismy do pobliskiego miasteczka Szybenik. Piekne, stare miast, z twierdza na szczycie. Szkoda tylko ze aparat byl przestawiony i zdjecia znow ciemne...



Szybenik

środa, 12 września 2012

Chorwacja cz III - ogólne wrażenia


Kilka dni minęło zanim oswoiłam się z tym nowym światem. Naprawde, tam było jak w bajce. Zupełnie inna roślinność. Zapach unoszący się w powietrzu którego długo nie potrafiłam nazwać. A to był przede wszystkim rozmaryn, zmieszany z zapachem lawendu oraz zapachem dojrzewających fig i oliwek. Były tez niesamowite dzwieki cykad, których tez nie potrafilam nazwac.  Myslalam ze to jakies skrzeczace ptaki, które brzmiały mniej wiecej jak zakłócenia na lini telefonicznej.  Pierwsze dni spędziliśmy głównie na plazy i na zwiedzaniu okolicy. Było bardzo gorąco, pomimo że to był już koniec sierpnia. Każdego dnia ponad 30 st. Chłopcy czas spędzali głownie w wodzie, co bardzo dobrze wpływało na ich apetyt, ale nie na zmęczenie.  Zasypiali dopiero ok. 20:30-21:00 ale wstawali tradycyjnie po 5 rano, nie wiem czy raz pospali co najmniej do szóstej. Na szczescie w apartamencie mielismy Internet, który wykorzystywałam głownie do puszczania im bajek na you tube.

Chorwacja 2012 - ogolnie to sa zdjęcia tzw ogolne, przedstawiające nasze codzienne zycie w Chorwacji. Pod zdjęciami sa tez opisy.



Siedze sobie i mysle, co powinnam jeszcze napisac, o czym zapomniałam. Mam te miejsca caly czas w glowie i po prostu jak mi się będzie przypominalo to będę aktualizowala posty albo dodam nowe.

Cykady na wyspie Murter:


cdn.

wtorek, 11 września 2012

Chorwacja cz II – nasi gospodarze, figi i osmiornica :-)


Zajechalismy do miejsca przeznaczenia ok. 12:30. Zgodnie ze wskazówkami wjechaliśmy właściwie prosto na plaze. Zostawilam chłopaków, którzy natychmiast wskoczyli do wody a sama poszlam szukac nam apartamentu.
W pierwszej lini brzegowej były miejsca, ale było troche drogo. Poszlam więc w okolice agencji, która proponowala mi bardzo tanie apartamenty ale dopiero za kilka dni. I to był strzal w dziesiątkę.
Znalazlam dom z apartamentami u prywatnej osoby. I Pietro, 3 sypialnie, dwie lazienki, dwa tarasy, widok na morze, kuchnia z pelnym wyposażeniem, klimatyzacja. Po prostu ekstra. Bardzo szybko tez dogadaliśmy się co do ceny.
Już po wczasach mogę dodac refleksje, ze trafiliśmy wspaniale. Gospodarze bardzo życzliwi, ciagle zapraszali nas na poczęstunki, gospodyni Marija dawala w garnuszku rozne lokalne smakołyki do sprobowania. Dla mnie hitem okazaly się swieze figi, które w niczym nie przypominaja tych suszonych, które można dostac w PL. Figi rosły wszędzie, niemalze jak chwasty. Za naszymi oknami mielismy drzewa figowe na wyciagniecie reki. Jakie one były dobre!




W linku poniżej zdjęcia apartamentu oraz drogi na plaze. Nie wiem, czy było ze 100 m.
Fajne było tez to, ze na plazy można było zostawic koc i sobie pojsc. Była to taka rezerwacja miejsca. Nikt  tego nie ruszyl.


W drugim tygodniu pobytu do apartamentu na II p dojechala bardzo sympatyczna para polakow, z którymi bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Oporcz nas dom zamieszkiwali jeszcze Czesi oraz para Niemcow.
Nasi gospodarze w tym czasie gościli swoja rodzinę z Serbii. A ponieważ szykowali się do wyjazdu do domu Marija i Nikola zaprosili wszystkich gości na pożegnalny obiad. To było wspaniale doświadczenie – tyle narodowości przy jednym stole. Głownym daniem na obiad była … osmiornica. No coz. To nie jest moje ulubione danie, hahahaha



Lokalna integracja :-)  zdjęcia z obiadu :)

Jednego dnia nasz gospodarz Nikola zabral nas swoja motorowka na wyspę. Opowiadal o swojej pracy, ze zajmuje się budowaniem kamiennych domow. Nie udalo nam się okreslic, z powodu bariery językowej, czy on ma firme z bratem, czy brat ma firme, czy pracuja u kogos – nie ma znaczenia. Wycieczka była super, zwłaszcza, ze w drodze powrotnej uciekaliśmy przed burza :)

Wyprawa motorówką - zdjęcia trochę ciemne, aparat sam (???) się przestawil. 


I jeszcze zolwie, ktore chodza po podworku, fantastyczne!




cdn.

poniedziałek, 10 września 2012

Chorwacja cz. I - przygotowania i podróz


Chorwacja.

To był bardzo planowany wyjazd. Długo nie mogliśmy się zdecydowac, ze względu na dluga podroz. Ale za namowa kilku znajomych decyzja zapadła. Jedziemy do Chorwacji. Miejsce: Srima/Vodice.
Przed wyjazdem zaopatrzyliśmy się w lodówkę turystyczną, zapasy wody, napojów i żywności: makaron, ryz, słoiki z jedzeniem i takie tam. To był bardzo dobry pomysł, bowiem ceny w Chorwacji są średnio o 25 % wyższe niż w PL.
Bardzo wazne jest żeby się ubezpieczyc. W mBanku za ubezpieczenie turystyczne rodzinne na 2 tygodnie  zapłaciłam ok. 150 zl. Do tego w NFZ załatwiłam (bezpłatnie) Europejska Kartę Ubezpiecznia Zdrowotnego. Taka karta jest wydawana na miejscu, bezpłatnie, po wypelnieniu wniosku i okazaniu RMUA. Na szczescie nie przydaly nam się te karty, bo wszyscy byliśmy (i wciąż jesteśmy) zdrowi.
Odległość Łodz-Srima: 1260 km. Wyruszylismy w niedziele(26.08)  wczesnym rankiem. Prawie cala droge padal deszcz. Tylko w Czechach swiecilo slonce.  Pierwszego dnia Przejechalismy przez Czechy, Austrie, Słowenie.  Z powodu trudnych warunków pogodowych zdecydowaliśmy się na nocleg przed granicą chorwacka w Słowenii, w okolicy miasteczka Ptuj. W sumie prawie 900 km jechalismy 11 godzin.
Nocleg w hotelu  strasznie się chłopcom podobal, a chyba najbardziej to, ze wszyscy spalismy w jednym pokoju :)
Nastepnego dnia, po obfitym sniadaniu, wliczonym w cene noclegu, ruszyliśmy dalej. Chorwacja nie jest jeszcze w EU, więc staliśmy z 15 min w kolejce do odprawy paszportowej, co było czasem bardzo krótkim.  Żeby przekroczyć granicę  powinno się mieć paszport, ale ponoc dowod osobisty tez wystarczy – istnieja bowiem jakies umowy miedzy panstwami Unii i Chorwacją, które ułatwiaja przekraczanie granicy chorwackiej.
Jak już przejechaliśmy granicę to zaczeła się bajka….

Bardzo szybko zacząl zmieniać sie krajobraz, co dla mnie bylo niesamowite. najwieksze wrazenie zrobily na nas tunele. A po przekroczeniu jednego z nich, który biegnie przez pasmo górskie Velebit (Tunel Sveti Rok, długośc pobad 5600 m) wjechalismy w inny swiat... to bylo niesamowite!!


Chlopcy zniesli podroz fantastycznie. Mieli telewizorki DVD i czas zabijali ogladaniem filmow, a głownie Klub przyjaciol Myszki Miki. Ani jednego incydentu. Ani jednej klotni. Po prostu jechali. 
Sa fantastyczni. 

Cdn.

Zdjęcia: