poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Wszystkiego po trochu.
W między czasie byliśmy też kilka razy u dentysty. Staś ma odbudowane dwa połamane ząbki, Wiktor ma naprawiona czwóreczkę. Stasiowi pozostały do naprawy dwie małe dziurki. Byliśmy też u ortodonty, gdzie obu chłopców zakwalifikowano do leczenia ortodontycznego. Ale czas oczekiwania na rozpoczęcie leczenia to... 13-14 miesięcy. I to w sumie tyle w dużym skrócie. Wiosna nadeszła, zrobiła się ładna pogoda, spędzamy coraz więcej czasu w ogrodzie. I oby tak dalej.
A poniżej Staś prezentujący swoje piękne tatuaże :)
Zapraszamy też na facebooka, Wiktor ma swoją fanpage: https://www.facebook.com/wiktorruszk
czwartek, 7 sierpnia 2014
Miało być o Warszawie...
Bo Staszek wczoraj rozwalił sobie głowę i w związku z tym mieliśmy konfrontację z polską służbą zdrowia.
Wypadek w domu, telefon do mnie do pracy, szybka akcja, w ciągu 10 min byłam w domu. Pojechaliśmy do najbliższego szpitala, dumnie zwanego Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki. Izba Przyjęć Pediatryczna.
Na izbie nie było ludzi. Najpierw czekaliśmy na chirurga. Przyszła Pani, kazała dzieciaka umyć, popatrzyła i skierowała na RTG. Dziecko ledwie chodzi, słania się, a my mamy przejść pół szpitala. Mąż go niósł, sam by nie doszedł. Na RTG cisza i spokój. Jedna rodzina czeka na wynik. Nic się nie dzieje, żadnego ruchu. Po 40 minutach można w końcu wejść. Pani radiolog chce mnie wygonić, na co się nie zgadzam, żeby synka nie stresować. Pani się obraża i jest mocno nie miła. Wychodzę tylko na czas zrobienia zdjęcia. Spędzamy następne półtorej godziny na czekaniu na wynik. I znów musimy cofnąć się na izbę przyjęć, ale jestem już sama, mąż z Wiktorkiem pojechali do domu. Znajduję wózek inwalidzki i wiozę dziecko. Na izbie Pani na mnie krzyczy, że jak to, sama wzięłam sobie wózek. No cóż, mówię, w normalnym szpitalu nikt nie zostawiłby dziecka z krwawiącą głową bez opieki i nie kazałby mu chodzić. Pani zamilkła. I znów czekamy na chirurga. Zjawia się młody człowiek w żółtym ubranku, żartuje z pielęgniarką a młodego pacjenta kompletnie olewa, jakby Stasia tam w ogóle nie było. Zwraca się z poleceniami do mnie, na co ja zwracam uwagę, że synek mówi i rozumie po polsku i można wydawać mu polecenia. Chyba mało kiedy ktoś mu się sprzeciwia, bo spojrzał na mnie zdziwiony. Staś bez płaczu zniósł znieczulenie a potem szycie, ja miałam z tym większy problem, bo wszystko widziałam. Po wyjściu z gabinetu czeka na nas już mój mąż z obiadem (!!) bo nie był pewny kiedy to się skończy. W sumie spędziliśmy tam 4h50m.
Staś przespał spokojnie całą noc, ma dobre samopoczucie.PS. Na zdjęcie szwów pojedziemy do zaprzyjaźnionego szpitala.
wtorek, 1 lipca 2014
Dentysta, wypadające ząbki , wróżka zębuszka i inne
Kolejne zęby pogubione:
tym razem ten sam: lewa dolna dwójeczka:
Staś 21.06.2014
Wiktor 29.06.2014
W niedzielę zapomnieliśmy wyjąć ząbka spod poduszki i zastąpić go pieniążkiem. Rano wybrnęłam opowiastką, że wróżka ma weekend, i pewnie dlatego jej nie było :) Na szczęście synek przyjął tłumaczenie, zmartwił się jedynie, że może na wakacje pojechała i nie będzie jej kilka tygodni. Ale na szczęście dziś rano okazało się, że wróżka była i przyniosła 2 zł :)
No i Wiktorek ma kłopot z lewą dolną czwórką, w środę miniona był u dentysty, generalnie ząbek powinno się wyrwać, ale pani dentystka stara się ząbka uratować. Kolejna wizyta w najbliższy piątek.
Pierwszy miesiąc wakacji chłopcy spędzają na półkoloniach w Klubie Osiedlowym. Wczoraj byli w Akademii Klocków Lego, ku zachwycie obu chłopców. Zapowiada się bardzo ciekawie :)
czwartek, 20 marca 2014
Ciekawostki biźniacze
No to już wiecie :)
Dokładnie dwie dolne czwórki, z tyłu ząbków u jednego i drugiego.
Teraz juz lewe ząbki są wyleczone. W nastepny piątek powtórka.
I tylko portfel chudszy...
środa, 19 marca 2014
Wysyp... zębów... :)
Przez chwile bylo troche strasznie, bo Wiktorkowi nie chciala wypasc jedynka a nowa juz mocno rosla. No i wygladalo to niezbyt ladnie, mowiac delikatnie.
Dzis wybieramy sie do dentysty, zeby Pani zobaczyla czy zabki sa zdrowe.
Staszek:
15 marzec - lewa dolna dwojka
18 marzec prawa gorna dwojka
Wiktorek
18 marzec lewa gorna jedynka - ta nie ładna :)
piątek, 28 lutego 2014
Laryngolog i bilans szesciolatka.
No coz. Slysza to co chca slyszec. Jak kazdy z nas, tylko u dzieci jest to bardziej widoczne :)
Powiem szczerze, ze usmiechnelam sie uslyszawszy ten tekst i pomyslalam, ze Pani rzeczywiscie nie ma duzego doswiadczenia w pracy z dziecmi. Tak to juz jest, ze dzieci glosno mowia/krzycza, zwlaszcza jak sa w grupie. Nie czekaja jak jedno skonczy, mowia wszyscy na raz, wiec zeby sie przebic mowia glosno. To samo mamy w domu. Najwazniejsze rzeczy musza byc powiedziane jednoczesnie, a wiec glosno. I to potwierdzaja wszyskie mamy, majace wiecej niz jedno dziecko. Taka juz uroda posiadania dzieci :)
Po ponad godzinnym oczekiwaniu (przy poprawnym zachowaniu chlopcow) wizyta przebiegla pomyslnie. Pani dr obejrzala noski, gardla, uszy, zbadala chlopakom sluch - co trwalo krocej niz wypisywanie dokumentow. Dostalam papier ze dzieciom nic w zakresie larynglogicznym nie dolega. Oczywiscie wszelkie narzedzia i sprzety w gabinecie zostaly uważnie obejrzane, a Stas cale popoludnie bawil sie w lekarza. Mierzyl domownikom cisnienie, sprawdzal gardla, zagladal w nos i uszy, po czym wypisywal dokumenty :)
odwróciło się, zwykle to Wiktorek byl ciut większy :)
sobota, 1 czerwca 2013
Ratujcie go!
W przychodni na pierwszy ogien poszedl Wicus. Wszystko bylo dobrze, pani doktor badla Wiktorka, Stas byl dzielny ale caly czas czuwal. Jak Wiktor zaplakal to sie zaczelo - Stas zaczal wrzeszczec: Ratujcie go! Jego to boli! Akcja byla jakby nie wiem co sie dzialo. Plakal, nie dal sie uspokoic. Niemalze sila trzeba bylo go przytrzymac jak przyszla jego kolej. Pozwolil sie zaszczepic, bo zrozumial, ze nie ma wyjscia, ale bylo ciezko. Nie pomogly nawet obietnice zakupu Ninjago.
Uklucia byly dwa: Blonnica/tezec/krztusiec a drugie polio. Jedyna pociecha taka, ze nastepne szczepienie za 5 lat. Nie mamy tez zadnych poszczepiennych powiklan.
| Wicus |
| Stas |
| Chlopcy skladaja Ninjago |
środa, 18 maja 2011
Jestesmy, jestesmy :)
W sumie nie wiem, dlaczego, chyba dlatego, ze jakos tak nie dzieje sie nic szczegolnego.
A wlasciwie to chyba wynika to z braku czasu i zapracowania. Postaram sie jednak nadrobic zaleglosci.
Z wazniejszych wydarzen to na poczatku kwietnia wyjasnila sie sprawa wiecznego kataru u Wiktorka. Pani doktor pediatra uparcie twierdzila, ze jest to tzw zlobkowy niezyt nosa, kazala zapuszczac kropelki i liczyc sie z tym, ze to szybko sie nie skonczy. Ale intuicyjnie czulam, ze ten smierdzacy katar to cos wiecej. Bylismy u laryngologa (6 kwietnia) i Wiktorek mial w nosie taka gbeczke - filtr od Fridy (0,5 cm srednicy, ok 1,5 cm dlugosci). Na szczescie pan doktor wyjal to sam, nie trzeba bylo jechac do szpitala. Pomijam fakt, ze do prywatnego lekarza (100 zl wizyta) czekalismy ponad poltorej godziny. Na szczescie juz po problemie, ale musialo mu ulzyc, jeszcze przez pare dni z przyjemnoscia wciagal powietrze, synek moj dzielny! Potem mialam wyrzuty sumienia, ze tak dlugo z tym zwlekalam. Przypuszczam bowiem, ze ta gabka siedziala mu w nosku conajmniej 2 miesiace, jak nie dluzej....
Poza tym bylismy w Ustce, od 25 kwietnia do 2 maja. To byla pierwsza rodzinna wyprawa na wczasy. Wynajelismy bardzo fajny apartament 4 pokojowy - wchodzi sie do salonu z aneksem kuchennym, i z salonu jest wejscie do 3 sypialni, lazienki i balkonu. Balkon byl z dwoch stron. Calkowite wyposazenie, w sumie bylo wszystko, nawet pralka, dlatego w sumie nie przywiozlam zbyt duzo prania. Tyle w kwestii praktycznej. Sam pobyt udal sie nam bardzo. Chodzilismy nad morze dwa razy dziennie. Kazdego dnia bylo slonce, ale niestety, kazdego dnia chlodniej i wietrzniej, co w sumie nam nie przeszkadzalo.
Bylismy w Jaroslawcu, gdzie 15 lat temu spedzalam najfajniejsze wakacje mojego zycia (sama z Angelka). Nie wiedzialam, ze Jaroslawiec jest tak blisko Ustki
Aha, i jedno popoludnie spedzilismy z rodzina mojego taty - jego brata - , ktorzy mieszkaja pod Slupskiem.
Generalnie urlop sie udal, na pewno odpoczelam. Najwazniejsze, ze moja rodzina zadowolona, ja tez. Zdjecia tutaj
No i ostatnia wiadomosc, to Angelka jest juz po maturze. Generalnie poszlo przyzwoicie, czekamy do konca czerwca na wyniki egzaminow.
Angelka wybiera sie na wakacje, bedzie robic prawo jazdy i bedzie chciala tez popracowac.
A poki co to wszystko pod kontrola, dzieci w przedszkolu zaaklimatyzowaly sie fantastycznie, uwielbiaja tam chodzic a panie dzien w dzien sie nimi zachwycaja :)
sobota, 17 kwietnia 2010
Ostatnie ząbki :)
Wiktorkowi wyszly dwie kolejne piątki: prawa gorna i lewa dolna. Zapiszmy je na 2 kwietnia :) A wczoraj znalazłam ostatniego ząbka: prawa dolna piątka.
Stas tez ma juz wszystkie zabki, rowniez wczoraj znalazlam prawa gorna i lewa dolna piatke.
Na tym zakonczylismy wychodzenie zabków :)
Przypuszczam, ze to obecne przeziebienie jest wlasnie spowodowane obnizona odpornoscia przez hurtowo wychodzace zeby. Na szczescie to byly ostatnie zeby :D
piątek, 16 kwietnia 2010
Samo zycie
Obecne siedza podziebione w domu, poki jeszcze Piotrus pracuje po poludniu.
Kaszlaly jeszcze przed swietami Wielkanocnymi, potem kaszel przeszedl w katar i Wiktorek w koncu dostal goraczki.
Swieta Wielkanocne spedzilismy w Ciechocinku, odwiedzilismy tez Torun. Fajnie bylo, ale w obcym miejscu dzieciaki dostawaly jakies dzikiej energii, wlasciwie oprocz spacerow caly czas byly aktywne, jeden w jedna strone, drugi w druga. Pensjonat absolutnie nie byl przystosowany do dzieci. Latwootwieralne balkony, zbyt duze przerwy w barierkach na korytarzu i na balkonach i takie tam. Ale i tak cieszylam sie ze ominelo mnie to zamieszanie swiateczne. Byli z nami moi rodzice i synek brata, wiec rodzinnie i milo bylo :)
Od wczoraj chlopcy spia w doroslych lozeczkach (takich rosnacych z dzieckiem do doroslego rozmiaru). Mysle, ze zapobiegnie to nieoczekiwanym pobudkom w nocy z powodu wlazenia na siebie, co mialo juz kilkakrotnie miejsce. Dokupilismy barierki zeby nie spadaly i chyba jest dobrze. Jest 6 rana a one wciaz spia :)
Wydarzenia ostatniego tygodnia bardzo mna wstrzasnely. Mam duzo przemyslen w zwiazku z tym, czesto tez sprzecznych. Staram sie jednak zdystansowac do wszelkich politycznych i niepolitycznych decyzji, bo momentami mam wrazenie, ze robi sie z tego wszystkiego jakas niepojeta farsa.
A na koniec tego porannego pisania jeszcze filmik, w drodze z Torunia do Ciechocinka, Stas pokazuje jak spi i jak chrapie :)
czwartek, 4 marca 2010
Bilans dwulatka.
Stas wazy 12700 a Wiktorek 13300,
zmierzyc sie za bardzo nie dali, wrzeszczeli jak glupki, maja cos ok 90 cm. Poza tym bez rewelacji. pani miala zmierzyc jeszcze cisnienie, ale chlopaki tak spierniczali z gabinetu, ze odpusicla, zmierzy przy szcepieniu za tydzien.
Przymierzamy sie tez do zlobka. Mamu juz miejsca od 1 marca. I jest to ten sam zlobek, do ktorego chodzila Angelka, wciaz jest ta sama kierowniczka i ta sama, fajna pani Malgosia.
Troche sie opoznia to pojscie do zlobka.
Najpierw zlapalo nas wszytskich chorobsko.dzieci juz zdrowe, ale ja dopiero zaczelam brac antybiotyk, bo sama sobie z wirusem nie radze.
W ubieglym tygodniu bylam sama z chorymi chlopakami, bo Piotrus pojechal do Szklarskiej Poreby. Zmarla jego mama, wiec wyjazd nie byl zwiazany z rozrywkami.
Poza tym jestem bardzo zapracowana, wiecznie zmeczona, wiosny doczekac sie nie moge, spacerow w sloncu, moze wtedy sil nabiore!
A tak mniej wiecej wygladalo chorowanie chlopakow:
piątek, 24 lipca 2009
Marudny Stas i wizyta u lekarza
Stas – od 'naszej" soboty był wlasnie taki nieswoj. Duzo plakal, smutny był, osowialy. Bez apetytu. Widok jedzenia przyprawial go o spazmy placzu. Az poszlismy wczoraj do lekarza. Wizyta zbiegla się ze szczepieniem. Stas strasznie plakal, nie podobalo mu się, ze pani doktor go dotyka. Ale wykluczyla choroby, stawia na wychodzace zeby (dolne trojki) . Od wczoraj jest już lepiej, samopoczucie znacznie poprawione, nawet w normie powiedzialabym, tylko widok jedzenia go unieszczesliwia. Jak jednak sprobuje i mu smakuje to jedzenie odbywa się bez problemu. Dzis przelozylam danonka do miseczki, bo chcialam dodac banana. Histeria. Jak przelozylam serek do pudelka – i owszem, zostal zjedzony. Jak tata dal Stasiowi serek z miseczki Wiktorka – najpierw zawartosc zostala dokladnie obejrzana, i jakiez było zdziwienie, ze to z miseczki smakuje tak samo jak to z pudelka.
Na wszelki wypadek dala skierowanie na badania moczu i kalu, jak sie nie poprawi. Dzis jednak wstal z cudnym usmiechem, nawet na twarzy wyglada lepiej, zrelaksowany i odpoczety, i zadne skierowania nie sa nam potrzebne.
Chlopaki waza i mierza odpowiednio:
Stas: 11680/83 Wiktor 12000/81
piątek, 23 stycznia 2009
Chorujemy
No to mamy pierwsze choróbska w życiu chłopców. Uchowali się całe 11 miesięcy.
Wiktorek wstał wczoraj z gorączką, szybka wizyta u lekarza i antybiotyk. Przespał praktycznie cały dzień. Staś za to żywy i uśmiechnięty. Ale nadszedł wieczór, i Wiktor miał kłopoty z zaśnięciem. Budził się średnio co 40 min z płaczem. Zasnął dobrze po północy. Do łóżeczka zaniosłam go już po pierwszej. Jak zaczęłam się wyciszać, zbudził się Staś, z gorączką. Poszłam więc spać ok. 3, a pobudka była już kilka minut po 6. Na szczęście wstali uśmiechnięci, a Wiktorek chyba bardzo zgłodniał, bo jak mnie zobaczył to wołał am . To dobrze, że wrócił mu apetyt.
Dodam jeszcze że i ja i Piotruś również chorujemy, ale mam nadzieję, że najgorsze już za nami. Dziś wyjeżdża grupa i mamy wolny weekend. W przyszłym tygodniu nie mamy zbyt wiele ludzi, w związku z tym będzie chwila oddechu.
poniedziałek, 17 listopada 2008
Alergolog - wejscie drugie, ostatnie!
Czekalismy w kolejce ponad dwie godziny i ponoc to krotko, bo niektorzy czekali po 4 lub 5 godz. Chlopcy byli cudni, cierpliwi, az milo. I nie ma potrzeby kolejnej wizyty.
A ja dzis ide na aerobic. Po raz pierwszy od wielu lat. Co to bedzie???
wtorek, 30 września 2008
Nierozgarnieta matka :)
Ksiazeczki zdrowia, skierowania, pieluchy, chusteczki, melko (zamiast obiadku o 13), foteliki do auta, dzieci do fotelikow, jedziemy.
Zajechalismy pod przychodnie w Jeleniej Gorze, ta sama, gdzie chodzilam prywatnie do ordynatora ze szpitala w Kowarach. Srodek dnia, oczywiscie problem z parkowaniem (minusy posiadania duzego auta). Weszlismy na klatke schodowa, gdzie czekali jeszcze ludzie. Przerazilam sie iloscia osob. Zostawilam P. z synkami i poszlam na zwiady. Pod gabinetem, gdzie powinna przyjmowac dr Pomaranska tlumy. Okazuje sie, ze dr przyjmuje dopiero od 16. Wlosy deba mi stanely. Poszlam do rejestracji. Nie ma nas na liscie, ale ona jeszcze zadzwoni. No jestesmy. na liscie w Karpaczu :)
Nie mam pojecia jak ja sie umawialam. nic to. Pojechalismy wiec do Karpacza. Pogoda piekna, widoki rowniez urokliwe. Widok na Sniezke z innego punktu. Cudnie.
Znalezlismy klinike, a tam przed nami kilka osob. Nie bedzie zle, mysle. Ale pani doktor wyszla w miedzy czasie na obiad. Jakas pani z dzieckiem wcisnela sie przed nami. W sumie czekalismy prawie 2 godziny.
Chlopcy przegrzeczni. Cierpliwi. Znow wlaczyla im sie opcja 'zdziwienie'. W gabinecie bylismy tylko chwile, pani doktor obejrzala policzki, plamki na nogach, zapytala, czy my mamy astme, czy chlopcy przechodzili zapalenie oskrzeli. I skierowala na pobieranie krwi.
No i panika. Tzn ja spanikowalam, bo dziecko przed nami plakalo tak strasznie, ze sama myslalam, ze sie rozplacze. Piotrus probowal mnie pocieszac, a ja na niego nakrzyczalam, ze to boli, i zeby sie zamknal. A dzieci znow zadziwily mnie tak, ze oniemialam. Krew pobierana jest z zyly, z nozki. Wiktorek siedzial i probowal sie wyrwac z objec, stekajac, a jak pani pielegniarka powiedziala, zeby zaplakal, bo krew bedzie szybciej leciec to ziewnal sobie znudzony :) Stas natomiast wydawal piski radosci. Pozostawie to bez komentarza.
Spokojnie wrocilismy do domu, dzieci pospaly sie w aucie i wieczorem byly troche marudne, po odreagowaniu pelnego wrazen dnia.
Wyniki badan krwi za dwa tygodnie i wtedy tez kolejna wizyta. W Karpaczu :)
wtorek, 9 września 2008
Szczepienia
Przy zastrzyku obaj zaplakali, bo to dosc bolesna szczepionka. Raz dwa o tym zapomnieli. W drodze powrotnej zasneli i spali do samego obiadku.
I uwaga, chlopcy maja odpowiednio:
Stas 9820 gr i 77 cm, Wiktor 9830 gr i 78 cm.
To dosc imponujaca waga na 6,5 miesiaca.
Jeszcze cos: Stas dzisiaj usiadl sam. Samo siedzenie nie trwalo dlugo, moze z minute? Moze dwie? Jak raz mu sie udalo, to nie zaprzestaje prob i udalo mu sie drugi raz :)
Wiktorkowi idzie druga gorna jedynka, i wczoraj byl bardzo marudny, w nocy spal niespokojnie (czytaj: ja rowniez spalam niespokojnie). Jedynka dalej w srodku, ale Wicus juz tak bardzo nie marudzi.
I to tyle na razie z biezacych wiesci, do napisania!
sobota, 31 maja 2008
Szczepionka, rozmowy i przewroty :)
Od kilku dni juz bardzo swiadomie obaj probuja lapac zabaweczki, skupiajac sie na tym bardzo mocno! Tutaj filmik z Wiktorkiem. I jeszcze jeden filmik, oto jak wygladaja pierwsze twinsowe rozmowy :)
Aha! I dzis panowie przespali od 22 do 6 rano bez przerwy!
W najblizszym tygodniu wybieramy sie na kolejne szczepienia. I znow trzeba bylo kupic szczepionke. Skoro zdecydowalam sie na system szczepionek skojarzonych, trzeba to kontynuowac. Coz sie okazalo? Ze szczepionek nie ma. Obdzwonilam pol Jeleniej Gory, ale nigdzie nie bylo. W hurtowniach tez nie ma i nie bedzie. Liczylam jednak na to, ze gdzies maja zapas. Oczywiscie znalazlam, pod samym nosem, w aptece w moim miasteczku. Nie wpadlo mi do glowy, ze skoro nie ma w Piechowicach (tam jezdzimy do pediatrty) to ze bedzie w Szklarskiej!
Milego weekendu!
czwartek, 8 maja 2008
Wizyta u neurologa
Szkoda tylko, ze rejestrujac dzieci na wizyte, wciaz nie bierze sie pod uwage, ze przychodza rodzice z malenkimi dziecmi, i ze czekanie w kolejce, w ciemnej, nieprzyjemnej poczekalni, gdzie wiatr hula, a w recepcji pani pali papierosy (!!!) nie nalzey do przyjemnosci. Razem z nami bylo tam kilka innych osob, umowionych dokladnie na jedna godzine: na 14:00 !!!
Nie musimy juz tam wracac. Na szczescie!
czwartek, 27 marca 2008
Mamy juz piec tygodni
Oboje tez maja klopot z usypianiem wieczornym. Kapiemy ich po 19, karmienie o 19:30. I wtedy marudzenie do nastepnego jedzenia ok 22, czesto tez ok 21:30, bo cierpliwosci brak. I dopiero ok 30 min po tym jedzeniu usypiaja. Od dwoch dni po tym karmieniu przesypaiaja 4 godz, dostaja 90 ml mleka i przesypaiaja nastepne 2 - 2,5 godz. Znow 90 ml mleka i 3 godz snu. Na szczescie nocne karmienie juz ich nie wybudza, zjedza i spokojnie zasypiaja (troche postekujac). Ale bywalo, ze jeden albo drugoi potrafil sie obudzic o 2 czy 3 i dwie godz nie spac. Mam nadzieje, ze te nocne spanie nie zmieni sie albo bedzie sie poprawiac.
Karmienie piersia - no coz - piers sluzy chlopakom jako smoczek - przytulic sie, pomemlac, w nocy zanim Piotrus zrobi butelke popija troche, ale nie potrafia possac dluzej a konkretnie, bo mleko za bardzo pryska z cyckow. Mimo to sciagam mleko kilka razy dziennie, tak, ze maja dwa razy dziennie moje mleko (z butli). Kazdego dnia mleka jest wiecej, mam nadzieje, ze niebawem bede mogla dawac im swoje mleko 3 razy dziennie. Nie dalam rady karmic ich obu z piersi, chociaz probowalam. Zmeczenie wygralo, poszlam na latwizne, czego troche mi wstyd.
Piotrusia chwalic chyba nie musze, pomaga we wszystkim. Jeden ma klopot - wstawanie w nocy ok 2 - 3, wtedy nie bardzo wie, co sie z nim dzieje. Ale rozwiazalismy to tak, ze on robi mleko, a ja karmie – w nocy zjadaja szybciej, wiec zdaze nakarmic jednego, zanim obudzi sie drugi. W zamian Piotrus daje mi pospac nad ranem. Wysypiamy sie wiec przyzwoicie. Raz lepiej raz gorzej. Moge wrecz powiedziec, ze do nie wyspania mozna sie przyzwyczaić. W czwartek przed swietami (20 marca) bylismy na kontroli u pani neurolog, wszystko w normie. Kontrola byla zalecona przez lekarzy z Legnicy, jako ze panowie moi to wczesniaki! Tak im zapisano w karcie wypisu ze szpitala! A wczoraj bylismy na kontroli miesiecznej u padiatry. Pani jest zachwycona dzieciakami, rozwijaja sie ladnie a
Wzrost wagi jest imponujacy: Wiktor w 35 dobie 4850 gr a Stas 4630. Stas ma jakies nieladne zmiany skore na jajeczkach, siusiaku i na nozce. Dostalismy masc i mamy smarowac dwa razy dziennie. A zamiast Sudokremu, ktory wysusza przy zmianie pampersa mamy smarowac wazelina z linomagiem, zeby natluscic. Z tego co zrozumialam, to jakis grzybek sie przyplatal. Dochodze do wniosku, ze znacznie prosciej pielegnowac dziewczynke niż chlopca J
I tym optymistycznym akcentem koncze relacje z pierwszego miesiaca zycia chlopcow.

