Pierwszy dzien naszych wakacji wlasnie trwa. Na dworze wakacyjna pogoda. Nastroje tez wakacyjne. Chlopaki w niedziele zaczeli jezdzic na rowerach bez bocznych kolek. Wiem, ze pozno, ale nigdy wczesniej nie probowalismy, nie wyrazali checi a mi/nam sie nie chcialo na sile latac za nimi. A teraz, jak wsiedli tak pojechali... Z dnia na dzien technika jazdy sie poprawia, i na razie obylo sie bez rozlewu krwi :)
Rozdzial pod tytulem przedszkole juz sie zakonczyl. Bez szczegolnych atrakcji czy emocji.
Spedzilam 3 dni w Warszawie, w sprawach sluzbowych. Przy okazji spotkalam sie z kilkoma wspanialymi osobami i spedzilam duzo czasu z Angelka.
Angelka wynajmuje tam mieszkanie, w smamym centrum miasta, co niestety, wiaze sie z uciazliwym halasem. Przy zamknietych oknach bylo dobrze, ale za goraco. Doceniam w takich chwilach swoj domek w Lodzi, polozony na obrzezach miasta, gdzie przy otwartych oknach slychac szczekanie psow, ewentualnie silnik kosiarki u sasiada.
Dzieci przywitaly mnie na dworcu, cale szczesliwe z mojego powrotu. Nacieszyc sie soba nie moglismy, a radosc powitania trwala jeszcze dzis rano :) Dla takich chwil warto czasami wyjechac.
Teraz przed nami pakowanie, ale zajme sie tym pozniej. Albo jutro :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedszkole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedszkole. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 15 sierpnia 2013
czwartek, 8 sierpnia 2013
Odliczamy
Jeszcze tylko 5 dni (włacznie z dniem dzisiejszym) pozostalo chlopcom spedzic w przedszkolu.
Jeszcze tylko 10 dni pozostało do wyjazdu na wakacje.
Jeszcze tylko 24 dni pozostało do pierwszego dnia w szkole.
Jak ten czas szybko leci!
Upalne dni spedzamy glownie w domu, korzystajac z dobrodziejstwa jakim jest klimatyzacja. Wieczorami chlodzimy sie w ogrodzie. W niedzielny poranek znow odwiedzilismy Manufakture, znana juz lokomotywe i fonatnny. Przy okazji zakupilismy gadzety na hawajski dzien w przedszkolu.
Jeszcze tylko 10 dni pozostało do wyjazdu na wakacje.
Jeszcze tylko 24 dni pozostało do pierwszego dnia w szkole.
Jak ten czas szybko leci!
Upalne dni spedzamy glownie w domu, korzystajac z dobrodziejstwa jakim jest klimatyzacja. Wieczorami chlodzimy sie w ogrodzie. W niedzielny poranek znow odwiedzilismy Manufakture, znana juz lokomotywe i fonatnny. Przy okazji zakupilismy gadzety na hawajski dzien w przedszkolu.
![]() |
| Obchody 1 sierpnia, przed Katedra w Łodzi |
![]() |
| dzień hawajski w przedszkolu |
środa, 12 czerwca 2013
Zwyczajnie nie zwyczajnie...
Chwila przerwy nastapiła, chociaz mielismy jakies tam wieksze lub mniejsze wydarzenia.
Odbyło sie kolejne przedstawienie w przedszkolu. Niestety, jak zwykle panował chaos, panie zmienily godziny rozpoczecia przedstawienia, jedni rodzice przyszli na 15, inni na 15:30, dzieci znudzone... ech, szkoda gadac. Samo przedstawienie bez szalu, jak zwykle nie stanowilo zadnej calosci, troche wierszykow, troche piosenek i tańcow... Stas pokazał mi rekwizyt z przedstawienia, a pani go obsztorcowala: zostaw to, bo mama nie dostanie prezentu, na co ja mowie, ze ja nie potrzebuje prezentow. Pani oburzona: nie chce Pani prezentu? Nie, prosze pani, moje dzieci sa moimi prezentami... A chodzilo glownie o to, ze synek chcial pokazac co ma, z czym bedzie wystepowal, niczego nie popsul, a ja zajmowalam dzieciaki podczas polgodzinnego czekania...
To nie pierwszy raz, kiedy teksty pani z przedszkola sa dalekie od pedagogicznych. Slyszalam juz np. ze jesli czegos nie zrobie to znaczy ze nie kocham swoich dzieci. Jeszcze dodam, ze na kazda okazje dzieci w tym przedszkolu dostaja ksiazke. Ja rozumiem, ze ksiazki sa wazne, ale jesli chlopcy dostaja na trzy kolejne okazje TAKA SAMA ksiazke to oznacza, ze mamy w domu SZESC takich samych ksiazek.... a pieciolatkom bardziej spodobaja sie klocki/samochodziki/ukladanki czy inne drobiazgi jako dodatek do ksiazki....
Powiem szczerze, ze z ulga przywitam nowy rozdzial w zyciu moich dzieci, i odliczam dni do konca przedszkola. Zostalo ok 2 miesiecy.
Dlugi weekend spedzilismy w domu, pogoda nie dopisala, wszystkie plany plenerowe wziely w leb.. Nadrobilam wszelkie prace porzadkowe w domu, takie swiateczne nie swiateczne porzadki :-)
Teraz pogoda nie lepsza, chociaz zapowiadaja juz koniec deszczow.
dzis natomiast zamierzam wyprobowac nowe zelazko! Zielone!
Odbyło sie kolejne przedstawienie w przedszkolu. Niestety, jak zwykle panował chaos, panie zmienily godziny rozpoczecia przedstawienia, jedni rodzice przyszli na 15, inni na 15:30, dzieci znudzone... ech, szkoda gadac. Samo przedstawienie bez szalu, jak zwykle nie stanowilo zadnej calosci, troche wierszykow, troche piosenek i tańcow... Stas pokazał mi rekwizyt z przedstawienia, a pani go obsztorcowala: zostaw to, bo mama nie dostanie prezentu, na co ja mowie, ze ja nie potrzebuje prezentow. Pani oburzona: nie chce Pani prezentu? Nie, prosze pani, moje dzieci sa moimi prezentami... A chodzilo glownie o to, ze synek chcial pokazac co ma, z czym bedzie wystepowal, niczego nie popsul, a ja zajmowalam dzieciaki podczas polgodzinnego czekania...
To nie pierwszy raz, kiedy teksty pani z przedszkola sa dalekie od pedagogicznych. Slyszalam juz np. ze jesli czegos nie zrobie to znaczy ze nie kocham swoich dzieci. Jeszcze dodam, ze na kazda okazje dzieci w tym przedszkolu dostaja ksiazke. Ja rozumiem, ze ksiazki sa wazne, ale jesli chlopcy dostaja na trzy kolejne okazje TAKA SAMA ksiazke to oznacza, ze mamy w domu SZESC takich samych ksiazek.... a pieciolatkom bardziej spodobaja sie klocki/samochodziki/ukladanki czy inne drobiazgi jako dodatek do ksiazki....
Powiem szczerze, ze z ulga przywitam nowy rozdzial w zyciu moich dzieci, i odliczam dni do konca przedszkola. Zostalo ok 2 miesiecy.
Dlugi weekend spedzilismy w domu, pogoda nie dopisala, wszystkie plany plenerowe wziely w leb.. Nadrobilam wszelkie prace porzadkowe w domu, takie swiateczne nie swiateczne porzadki :-)
Teraz pogoda nie lepsza, chociaz zapowiadaja juz koniec deszczow.
dzis natomiast zamierzam wyprobowac nowe zelazko! Zielone!
czwartek, 28 lutego 2013
Sprostowanie do wczorajszej informacji.
No to wczoraj w przedszkolu Stas zgubil pierwszego zabka.
Zdarzylo sie to podczas ogladania Smefow :) Drugi bardzo mocno sie rusza, w sumie mozna uznac, ze tez juz wypadl :)
Bardzo byl przejety, zwlaszcza wrozka zebuszka :)
Wrozka oczywiscie przyszla. I pod poduszka obu chlopcow zostawila po 5 zl. No nie mogla ominac Wiktorka, poniewaz byl bardzo rozczarowany, ze jemu zabki nie wypadaja. Wszystkie jeszcze mocno siedza.
Zdarzylo sie to podczas ogladania Smefow :) Drugi bardzo mocno sie rusza, w sumie mozna uznac, ze tez juz wypadl :)
Bardzo byl przejety, zwlaszcza wrozka zebuszka :)
Wrozka oczywiscie przyszla. I pod poduszka obu chlopcow zostawila po 5 zl. No nie mogla ominac Wiktorka, poniewaz byl bardzo rozczarowany, ze jemu zabki nie wypadaja. Wszystkie jeszcze mocno siedza.
Update: ten drugi ząbek wypadł w dniu pisania tego posta :)
czwartek, 21 lutego 2013
Urodzinowo, sentymentalnie
Moje Smerfy mają urodziny :) Jedna z moich koleżanek, napisała, że wydaje się jej, że maja te urodziny dwa razy częściej. A to raczej czas ucieka dwa razy szybciej. Niestety.
Chłopcy po raz pierwszy przeżywają te urodzinki bardzo świadomie. Z wielka cierpliwością oczekiwali tego dnia. Liczyli weekendy, potem dni. Wspólnie decydowaliśmy o tym, co zaniesiemy do przedszkola. Czy będą to babeczki, czy ciasto czy torcik. Stanęło na dwóch torcikach.
Sami wybrali sobie ubrania do przedszkola. Miały być eleganckie - bo to święto przecież. Zgodnie oświadczyli, że mają być białe koszule i jeansy. Dodałam do tego krawaciki i wyszli z domu przepiękni przewspaniali. Moje małe duże dzieci. Aż się wzruszyłam. Rosną chłopcy i coraz częściej uświadamiam sobie, że zaczyna się okres odcinania pępowiny. Za pół roku pójdą do szkoły, zaczną tworzyć swój własny świat...
Przed wyjściem do przedszkola po raz kolejny rozmawialiśmy nt ich przyjścia na świat. Kto pierwszy wyszedł z brzuszka? Czy operacja bolała? Czy spałam? Bardzo trafili w temat, bo oczywiście, jak co roku, myślę o dniu kiedy przyszli na świat. A wspomnienia się zacierają. Pamiętam już tylko te dobre chwile a te mniej przyjemne zostają gdzieś daleko...
Z samego rana pojechaliśmy do cukierni po torciki. Zamówiłam je w cukierni na moim starym osiedlu.
Zachwycone oczka chłopców - bezcenny widok. I te komentarze: cudowne! wspaniałe! jak pięknie przystrojone! ach, jak miło to słyszeć... To jednak prawda. Szczęśliwe dzieci to szczęśliwa mama :)
A następna impreza w niedzielę :)
PS. Zmierzyłam moje pięciolatki: 110 i pól centymetra. Waga ok 17,5 kg. Każdy.
Chłopcy po raz pierwszy przeżywają te urodzinki bardzo świadomie. Z wielka cierpliwością oczekiwali tego dnia. Liczyli weekendy, potem dni. Wspólnie decydowaliśmy o tym, co zaniesiemy do przedszkola. Czy będą to babeczki, czy ciasto czy torcik. Stanęło na dwóch torcikach.
Sami wybrali sobie ubrania do przedszkola. Miały być eleganckie - bo to święto przecież. Zgodnie oświadczyli, że mają być białe koszule i jeansy. Dodałam do tego krawaciki i wyszli z domu przepiękni przewspaniali. Moje małe duże dzieci. Aż się wzruszyłam. Rosną chłopcy i coraz częściej uświadamiam sobie, że zaczyna się okres odcinania pępowiny. Za pół roku pójdą do szkoły, zaczną tworzyć swój własny świat...
Przed wyjściem do przedszkola po raz kolejny rozmawialiśmy nt ich przyjścia na świat. Kto pierwszy wyszedł z brzuszka? Czy operacja bolała? Czy spałam? Bardzo trafili w temat, bo oczywiście, jak co roku, myślę o dniu kiedy przyszli na świat. A wspomnienia się zacierają. Pamiętam już tylko te dobre chwile a te mniej przyjemne zostają gdzieś daleko...
Z samego rana pojechaliśmy do cukierni po torciki. Zamówiłam je w cukierni na moim starym osiedlu.
Zachwycone oczka chłopców - bezcenny widok. I te komentarze: cudowne! wspaniałe! jak pięknie przystrojone! ach, jak miło to słyszeć... To jednak prawda. Szczęśliwe dzieci to szczęśliwa mama :)
| Stas i Wiktor przed wyjściem z domu |
| W cukierni - odbieramy torty |
| W przedszkolu |
| W domu z prezentami :) |
PS. Zmierzyłam moje pięciolatki: 110 i pól centymetra. Waga ok 17,5 kg. Każdy.
środa, 19 grudnia 2012
Swiateczne wystepy w przedszkolu
Rok w przedszkolu zakonczyl sie swietecznym przedstawieniem.
Pomijajac fakt, ze przedstawienie zaczelo sie z 10 min wczesniej, a my przyszlismy na styk, i ominely nas solowe wystepy chlopakow, bo wystepowali pierwsi to bylo ok. Ale fajniej bylo jak pojechalismy do mojej pracy na sam koniec, juz w sumie prawie nikogo nie bylo, kilka osob na krzyz, ale chlopaki wybawili sie wspaniale !
Pomijajac fakt, ze przedstawienie zaczelo sie z 10 min wczesniej, a my przyszlismy na styk, i ominely nas solowe wystepy chlopakow, bo wystepowali pierwsi to bylo ok. Ale fajniej bylo jak pojechalismy do mojej pracy na sam koniec, juz w sumie prawie nikogo nie bylo, kilka osob na krzyz, ale chlopaki wybawili sie wspaniale !
piątek, 21 września 2012
Przedszkole, pisanie i mazaki.
Wnerwila mnie troche Pani w przedszkolu. Wczoraj powiedziala mi, ze ja musze moje dzieci nauczyc pisac swoje imie. No i zonk. Czy 4,5 letnie dzieci musza umiec pisac?? Mi sie wydaje, ze na wszytsko jest wlasciwy czas, ze w sumie szkola jest od tego, zeby nauczyc dzieci pisac. I ze mam je uczyc lekko malowac mazakami, bo jak one maluja mazakami to przebija przez papier i niszczy sie ich nowy stol!! No kurde!! Zatkalo mnie. W czwartek jest zebranie i zamierzam poruszyc temat pisania i temat mazakow, bo jakos tak zenujaco to zabrzmialo. A moze to ja sie czepiam, przewrazliwiona matka??
I nie wiem w koncu jak do tego podejsc. Czy mowic o wszystkim na zebraniu czy pogadac z Pania dyrektor?
Update.
Nie wytrzymalam i w poniedzialek zadzwonilam do pani Dyrektor. Po poludniu sie umowiłam i wszytsko powiedzialam.
Dzieci beda szly normalnym planem nauczania dla 4 latkow, nie beda mialy ekstra lekcji pisania tylko beda mialy-a wlasciwie juz maja- poobiednia drzemke. O mazakach tez wspomnialam, i juz nie bedzie uwag w tym temacie.
27 wrzesnia w czwartek bylo zebranie. A tym glupim zebrani nic sie nie dowiedzialam. Dzieci w przedszkolu nie spaly bo mialy jakies zajecia jesienne (!!!!) a potem w trakcie zebrania byly marudne, jeczace, nie chcialy sie bawic, tylko ciastka jesc. Po piatyjm ciastku powiedzialam dosc. To Staszek zrobil awanture na pol Lodzi. Potem wyszlo, ze nie spaly.
Zupelnie nie moge pojac, czemu te Panie maja takie parcie na te cholerne zajecia dodatkowe. Jakby poszli zbierac te kasztany w piatek zamiast w czwartek to by sie nic nie stalo. Chyba. A jeszcze Pani przepraszala, ze zebranie pod koniec wrzesnia, bo niektorzy (tzn my!!) odpoczywali dluzej i urlop przeciagnal sie im do wrzesnia a ona chciala, zeby wszyscy byli na zebraniu, ktore, nota bene NIC nie wnioslo. Dostalismy cene ksiazek, ubezpieczenia, pani poopowiadala o programie nauczania, kazala przyniesc stroj do gimnastyki i koniec.
I nie wiem w koncu jak do tego podejsc. Czy mowic o wszystkim na zebraniu czy pogadac z Pania dyrektor?
Update.
Nie wytrzymalam i w poniedzialek zadzwonilam do pani Dyrektor. Po poludniu sie umowiłam i wszytsko powiedzialam.
Dzieci beda szly normalnym planem nauczania dla 4 latkow, nie beda mialy ekstra lekcji pisania tylko beda mialy-a wlasciwie juz maja- poobiednia drzemke. O mazakach tez wspomnialam, i juz nie bedzie uwag w tym temacie.
27 wrzesnia w czwartek bylo zebranie. A tym glupim zebrani nic sie nie dowiedzialam. Dzieci w przedszkolu nie spaly bo mialy jakies zajecia jesienne (!!!!) a potem w trakcie zebrania byly marudne, jeczace, nie chcialy sie bawic, tylko ciastka jesc. Po piatyjm ciastku powiedzialam dosc. To Staszek zrobil awanture na pol Lodzi. Potem wyszlo, ze nie spaly.
Zupelnie nie moge pojac, czemu te Panie maja takie parcie na te cholerne zajecia dodatkowe. Jakby poszli zbierac te kasztany w piatek zamiast w czwartek to by sie nic nie stalo. Chyba. A jeszcze Pani przepraszala, ze zebranie pod koniec wrzesnia, bo niektorzy (tzn my!!) odpoczywali dluzej i urlop przeciagnal sie im do wrzesnia a ona chciala, zeby wszyscy byli na zebraniu, ktore, nota bene NIC nie wnioslo. Dostalismy cene ksiazek, ubezpieczenia, pani poopowiadala o programie nauczania, kazala przyniesc stroj do gimnastyki i koniec.
czwartek, 31 maja 2012
Zagadka :)
sobota, 26 maja 2012
czwartek, 17 maja 2012
Moja mala podkoweczka...
Stas od kilku dni ma jakis kryzys w przedszkolu i zegna sie ze lzami w oczach... A mi serce peka jak na to patrze... :(
środa, 15 lutego 2012
środa, 18 stycznia 2012
Dzien Babci i Dziadka w przedszkolu 18.01.2012
Bylismy dzisiaj w pkolu na Dniu Babci i Dziadka. To byl wielki niewypal. Dzieci nie spaly bo mialy jakies proby, nie wiem tylko czego, bo przedstawienie trwalo kilkanascie minut i glownie to byly jakies wierszyki. Stas mnie zobaczyl i sie rozplakal, a Wicek byl tak znudzony, ze szkoda gadac. Albo odstawial wlasne przedstawienie, jak na filmiku :)
środa, 23 listopada 2011
Bal jesienny
środa, 19 października 2011
Pasowanie na przedszkolaka
Pasowanie na przedszkolaka odbylo sie juz po polrocznym uczeszczaniu do przedszkola.
Chlopcy byli generalnie znudzeni i nie w temacie, ale i tak bylo fajnie :-)
Zdjecia tutaj
Chlopcy byli generalnie znudzeni i nie w temacie, ale i tak bylo fajnie :-)
Zdjecia tutaj
poniedziałek, 30 maja 2011
Przedszkole
W przedszkolu w minioną środe odbyły się występy z okazji Dnia Matki i Ojca. dzieci kompletnie się porozpraszaly i niewiele z tych wystepow wyszlo. Wiktorek wiekszosc imprezy przesiedzial na kolankcach u mamy, Stas sie za to baaardzo staral :)
Najfajniej bylo jednak tanczyc z rodzicami - filmik ponizej. Ale i tak bylo strasznie sympatycznie :)
środa, 18 maja 2011
Jestesmy, jestesmy :)
Ale dlugo nas nie bylo!!
W sumie nie wiem, dlaczego, chyba dlatego, ze jakos tak nie dzieje sie nic szczegolnego.
A wlasciwie to chyba wynika to z braku czasu i zapracowania. Postaram sie jednak nadrobic zaleglosci.
Z wazniejszych wydarzen to na poczatku kwietnia wyjasnila sie sprawa wiecznego kataru u Wiktorka. Pani doktor pediatra uparcie twierdzila, ze jest to tzw zlobkowy niezyt nosa, kazala zapuszczac kropelki i liczyc sie z tym, ze to szybko sie nie skonczy. Ale intuicyjnie czulam, ze ten smierdzacy katar to cos wiecej. Bylismy u laryngologa (6 kwietnia) i Wiktorek mial w nosie taka gbeczke - filtr od Fridy (0,5 cm srednicy, ok 1,5 cm dlugosci). Na szczescie pan doktor wyjal to sam, nie trzeba bylo jechac do szpitala. Pomijam fakt, ze do prywatnego lekarza (100 zl wizyta) czekalismy ponad poltorej godziny. Na szczescie juz po problemie, ale musialo mu ulzyc, jeszcze przez pare dni z przyjemnoscia wciagal powietrze, synek moj dzielny! Potem mialam wyrzuty sumienia, ze tak dlugo z tym zwlekalam. Przypuszczam bowiem, ze ta gabka siedziala mu w nosku conajmniej 2 miesiace, jak nie dluzej....
Poza tym bylismy w Ustce, od 25 kwietnia do 2 maja. To byla pierwsza rodzinna wyprawa na wczasy. Wynajelismy bardzo fajny apartament 4 pokojowy - wchodzi sie do salonu z aneksem kuchennym, i z salonu jest wejscie do 3 sypialni, lazienki i balkonu. Balkon byl z dwoch stron. Calkowite wyposazenie, w sumie bylo wszystko, nawet pralka, dlatego w sumie nie przywiozlam zbyt duzo prania. Tyle w kwestii praktycznej. Sam pobyt udal sie nam bardzo. Chodzilismy nad morze dwa razy dziennie. Kazdego dnia bylo slonce, ale niestety, kazdego dnia chlodniej i wietrzniej, co w sumie nam nie przeszkadzalo.
Bylismy w Jaroslawcu, gdzie 15 lat temu spedzalam najfajniejsze wakacje mojego zycia (sama z Angelka). Nie wiedzialam, ze Jaroslawiec jest tak blisko Ustki
I odwiedzilismy tez wioske slowianska w Klukach. Unikalismy jak ognia promenady, bo pomimo uroku tego miejsca to za duzo tam komercji, samochodzikow na 2 zl, wiatrakow i innych tandetnych zabawek. Rozpraszalo to chlopakow, wiec wybieralismy plaze zachodnia, ktora miala w sobie wiecej wdzieku. Pozniej doczytalam, ze to plaza naturalna, a ta plaza wzdłuż promenady jest nasypywana sztucznie. No i plaza zachodnia byla blizej. Kazdy dzien przerywany byl kilkoma godzinami spokoju, musielismy bowiem wracac do domu na drzemke chlopcow. Nazbieralismy wiec duzo kamieni, muszelek, piaseczku
Bylo nudno i spokojnie. Panowie zachwyceni morzem, potrafili dlugi czas patrzec na fale. Tylko to zmarzlaki, wiec szybko uciekali. Ale chowalismy sie na wydmach przed wiatrem i bylo super. Angelka byla z nami, i to chyba byly ostatnie wakacje z nia
I tak sie zdziwilam, ze chciala jechac. Wynudzila sie bardzo, ale chyba tez troche odpoczela.
Aha, i jedno popoludnie spedzilismy z rodzina mojego taty - jego brata - , ktorzy mieszkaja pod Slupskiem.
Generalnie urlop sie udal, na pewno odpoczelam. Najwazniejsze, ze moja rodzina zadowolona, ja tez. Zdjecia tutaj
No i ostatnia wiadomosc, to Angelka jest juz po maturze. Generalnie poszlo przyzwoicie, czekamy do konca czerwca na wyniki egzaminow.
Angelka wybiera sie na wakacje, bedzie robic prawo jazdy i bedzie chciala tez popracowac.
A poki co to wszystko pod kontrola, dzieci w przedszkolu zaaklimatyzowaly sie fantastycznie, uwielbiaja tam chodzic a panie dzien w dzien sie nimi zachwycaja :)
W sumie nie wiem, dlaczego, chyba dlatego, ze jakos tak nie dzieje sie nic szczegolnego.
A wlasciwie to chyba wynika to z braku czasu i zapracowania. Postaram sie jednak nadrobic zaleglosci.
Z wazniejszych wydarzen to na poczatku kwietnia wyjasnila sie sprawa wiecznego kataru u Wiktorka. Pani doktor pediatra uparcie twierdzila, ze jest to tzw zlobkowy niezyt nosa, kazala zapuszczac kropelki i liczyc sie z tym, ze to szybko sie nie skonczy. Ale intuicyjnie czulam, ze ten smierdzacy katar to cos wiecej. Bylismy u laryngologa (6 kwietnia) i Wiktorek mial w nosie taka gbeczke - filtr od Fridy (0,5 cm srednicy, ok 1,5 cm dlugosci). Na szczescie pan doktor wyjal to sam, nie trzeba bylo jechac do szpitala. Pomijam fakt, ze do prywatnego lekarza (100 zl wizyta) czekalismy ponad poltorej godziny. Na szczescie juz po problemie, ale musialo mu ulzyc, jeszcze przez pare dni z przyjemnoscia wciagal powietrze, synek moj dzielny! Potem mialam wyrzuty sumienia, ze tak dlugo z tym zwlekalam. Przypuszczam bowiem, ze ta gabka siedziala mu w nosku conajmniej 2 miesiace, jak nie dluzej....
Poza tym bylismy w Ustce, od 25 kwietnia do 2 maja. To byla pierwsza rodzinna wyprawa na wczasy. Wynajelismy bardzo fajny apartament 4 pokojowy - wchodzi sie do salonu z aneksem kuchennym, i z salonu jest wejscie do 3 sypialni, lazienki i balkonu. Balkon byl z dwoch stron. Calkowite wyposazenie, w sumie bylo wszystko, nawet pralka, dlatego w sumie nie przywiozlam zbyt duzo prania. Tyle w kwestii praktycznej. Sam pobyt udal sie nam bardzo. Chodzilismy nad morze dwa razy dziennie. Kazdego dnia bylo slonce, ale niestety, kazdego dnia chlodniej i wietrzniej, co w sumie nam nie przeszkadzalo.
Bylismy w Jaroslawcu, gdzie 15 lat temu spedzalam najfajniejsze wakacje mojego zycia (sama z Angelka). Nie wiedzialam, ze Jaroslawiec jest tak blisko Ustki
Aha, i jedno popoludnie spedzilismy z rodzina mojego taty - jego brata - , ktorzy mieszkaja pod Slupskiem.
Generalnie urlop sie udal, na pewno odpoczelam. Najwazniejsze, ze moja rodzina zadowolona, ja tez. Zdjecia tutaj
No i ostatnia wiadomosc, to Angelka jest juz po maturze. Generalnie poszlo przyzwoicie, czekamy do konca czerwca na wyniki egzaminow.
Angelka wybiera sie na wakacje, bedzie robic prawo jazdy i bedzie chciala tez popracowac.
A poki co to wszystko pod kontrola, dzieci w przedszkolu zaaklimatyzowaly sie fantastycznie, uwielbiaja tam chodzic a panie dzien w dzien sie nimi zachwycaja :)
Etykiety:
Angelka,
choroby,
Lekarze,
Podróże,
przedszkole,
Umiejętności,
ustka,
zlobek
wtorek, 1 marca 2011
Pierwszy dzien w przedszkolu za nami
No to mamy juz przedszkolakow :) Bylo zupelnie dobrze.
Rano w domu troche protestowali, nie chcieli sie ubrac. Ale w drodze bylo ok. Wchodzilismy po schodach i tez fajnie. Mila Pani otworzyla nam drzwi i Wiktor troche zaczal jeczec. Ale spokojnie ich przebralismy i poszlismy na sale. Stas wpadl w nowe zabawki, opowiadal o mikoalaju, pamietal, bo w sumie to w tym przedszkolu zobaczyli Mikolaja po raz pierwszy ostatniej zimy. Wicus troche byl przestraszony, plakal. Ale oddalam go pani i wyszlam. Zanim doszlismy do drzwi juz nie plakal. A po poludniu chlopcy zachwyceni. Nie chcieli wyjsc, zaciagneli nas na sale i pokazywali wszystko. Juz zaczeli uczyc sie angielskiego, hahahah, ledwie po polsku mowia, a juz chodza i mowia z pieknym akcentem "okej" i "łan tu ti" (raz dwa trzy). Oby tak dalej! Mysle, ze duzo znaczy swoboda i brak zlobkowego rezimu oraz mala ilosc dzieci. Do tego po poludniu byli spokojni i nie marudzili, co jest wyjatkowym zachowaniem. Panie tez sa nimi zachwyceni - ze tacy grzeczni, ze tak ladnie spali, ladnie jedli, ze sie sluchaja - szkoda ze tylko w przedszkolu :D
Dzisiaj Wiktorek mocno ze soba walczyl, staral sie nie plakac, ale i tak sie troszke rozmazal. Poszedl na sale jednak sam, nie wczepial sie we mnie tak jak wczoraj. Z dnia na dzien bedzie coraz lepiej. To byl super wybor!
Rano w domu troche protestowali, nie chcieli sie ubrac. Ale w drodze bylo ok. Wchodzilismy po schodach i tez fajnie. Mila Pani otworzyla nam drzwi i Wiktor troche zaczal jeczec. Ale spokojnie ich przebralismy i poszlismy na sale. Stas wpadl w nowe zabawki, opowiadal o mikoalaju, pamietal, bo w sumie to w tym przedszkolu zobaczyli Mikolaja po raz pierwszy ostatniej zimy. Wicus troche byl przestraszony, plakal. Ale oddalam go pani i wyszlam. Zanim doszlismy do drzwi juz nie plakal. A po poludniu chlopcy zachwyceni. Nie chcieli wyjsc, zaciagneli nas na sale i pokazywali wszystko. Juz zaczeli uczyc sie angielskiego, hahahah, ledwie po polsku mowia, a juz chodza i mowia z pieknym akcentem "okej" i "łan tu ti" (raz dwa trzy). Oby tak dalej! Mysle, ze duzo znaczy swoboda i brak zlobkowego rezimu oraz mala ilosc dzieci. Do tego po poludniu byli spokojni i nie marudzili, co jest wyjatkowym zachowaniem. Panie tez sa nimi zachwyceni - ze tacy grzeczni, ze tak ladnie spali, ladnie jedli, ze sie sluchaja - szkoda ze tylko w przedszkolu :D
Dzisiaj Wiktorek mocno ze soba walczyl, staral sie nie plakac, ale i tak sie troszke rozmazal. Poszedl na sale jednak sam, nie wczepial sie we mnie tak jak wczoraj. Z dnia na dzien bedzie coraz lepiej. To byl super wybor!
Subskrybuj:
Posty (Atom)









