piątek, 5 października 2007

5.10.2007 USG 18 tc

Nic nie widac :) Dalej wiec nie znamy plci dzieci! Ale najwazniejsze, ze dzieci rosna zdrowo, rozmiarowo sa takie, jakie byc powinny, a nawet ciut wieksze, niz wyliczony wiek mojej ciazy!
Przdstawiam dwa osobne zdjecia dzidziusiow, bo na jednym zdjeciu sie nie mieszcza!
Ponizej dzidzius lezacy wyzej:

A tutaj dzidzius lezacy nizej. Fajne ujecie, widac dwie malenkie lapki chwytajace sie za glowke :)


Poza tym oba ludziki rozwijaja sie ksiazkowo: maja po ok 20 cm wzrostu/dlugosci, waza po ok 200 gram.
Widzielismy uszka, noski, oczka, kciuki, wszystko w formacie 2D, ale za kilka tygodni bedziemy je ogladac juz w nowoczesnej technologii 4D. Moze wtedy poznamy ich najskrytsze tajemnice?

środa, 3 października 2007

USG przelozone na piatek

Bylismy u pani doktor, posluchalismy serduszek, bija jak szalone, dostalam skierowania na nastepne, rutynowe badania krwi, moczu i jeszcze jakies na cukrzyce. Ale USG niestety, dopiero w piatek. Nie wiadomo jednak, czy w piatek bedzie juz widac plec dzieci, bo zalezy to od tego, jak sie ulozyly!
Tak wiec nastepne wiesci w piatek, o tej samej porze! Zapraszam :)

USG genetyczne (4D) - 31 października 2007, 11:30

niedziela, 30 września 2007

Po weekendzie (prawie :)

Udalo sie! Przezylam weekend :) Czuje sie juz lepiej, troche odpoczelam i poprawilo mi sie samopoczucie. Grupa przyjechala i pojechala. 30 nauczycielek, kierowca i ksiadz! Nauczycielki, nie obrazajac zadnej z nich, to najtrudniejszy rodzaj gosci w mojej branzy. Sa wymagajace, marudne, roszczeniowe, zjadaja niesamowite ilosci jedzenia. Przy ognisku pragna siedziec przy zastawionych zastawa stolach, no bo jak to, na lawce z papierowym talerzykiem? Poniewaz znam osobiscie wiele nauczycielek i wszystkie je lubie, tym bardziej nie rozumiem czemu sa takie trudne w obsludze grupowej :) Nie mniej jednak bylo dobrze. Przede mna w najblizszym miesiacu jeszcze dwie grupy chlopakow z technikum oraz dwie grupy... nauczycelek :))
Dzis, po wyjezdzie grupy, korzystajac z pieknej pogody i dobrego samopoczuicia pojechalismy do Jeleniej Gory, gdzie mial miejsce targ staroci. Chodzilismy ok 1,5 godz i na koniec ja kupilam sobie... zelki i krowki a Piotrus plyte z indianska muzyka oraz oryginalna kartke z zimowym widokiem na Szklarska Porebe.
Doczekac sie nie moge srody, mamy wizyte u pani doktor oraz badanie USG.Wtedy powinnismy sie dowiedziec, jakie niespodzianki czekaja na nas w moim brzuchu :)) Osobiscie chcialabym parke. Piotrus stawia na chlopakow a Angelka na dziewczynki. Na pewno ktos z nas ma racje :)).

środa, 26 września 2007

Po powrocie

Wrocilismy juz kilka dni temu, ale wciaz nie moge sie zebrac, zeby w koncu napisac, co sie wydarzylo podczas mojej nieobecnosci.
Pobyt w Lodzi minal nie wiadomo kiedy. Wlaciwie troche za szybko. Zmeczyla mnie Lodz i jazda samochodem po miescie, ktore jest cale rozkopane. Ale czas spedzony z Angelka sprawil mi duzo przyjemnosci. Brakuje mi jej tutaj, w takim codziennym zyciu. Nie mniej jednak ona zdaje sie byc zachwycona nowym zyciem w duzym miescie. Zobaczymy jak dlugo!
Piotrus skonczyl swoja prace, i na szczescie. Oczywiscie bylismy na Piotrkowskiej, w Manufakturze, spotkalismy sie z kilkoma znajomymi, i to tez na krotko. Bylam zbyt zmeczona popludniami, aby udzielac sie towarzysko.
A po powrocie do domu czekalo na mnie duzo pracy, ktorej wciaz nie wykonalam, lista spraw do zalatwienia rosnie. Od nadchodzacego weekendu mamy, z malymi przerwami, same grupy, a co za tym idzie mnowstwo pracy. To dobrze, bo jesien w naszej branzy nie zawsze moze byc sukcescem :)
A jesli chodzi o mnie, to generalnie czuje sie dobrze. Mdlosci wlasciwie calkowicie ustaly. Uregulowal mi sie apetyt, nie musze jesc juz co godzine. Jestem tylko zmeczona, a co za tym idzie rozdrazniona i placzliwa.
A na poprawe humoru zamieszczam zdjecie mojej Myszki, przy jej ulubionej, jak widac, pracy :)

sobota, 15 września 2007

Lodz

Jutro rano wyjezdzamy do Lodzi. Zostaniemy tam do nastepnej niedzieli. Ciesze sie jak diabli, bo przede wszystkim pobede sobie z Angelica, ktorej nie widzialam juz kilka tygodni. Piotrus musi dokonczyc prace, ktorej nie skonczyl podczas poprzedniego pobytu, ja musze zarejestrowac swoj holenderski rozwod, aby byc w koncu wolna kobieta :)
No i zobacze sie z bratem i jego rodzina, a zwlaszcza z malenkim Krzysiem. Krzys spedzil ostatnich kilka dlugich tygodni w szpitalu. Mial miec wykonany tylko drobny zabieg, a nabawil sie tam zapalenia pluc, ktore trzymalo go ponad 3 tygodnie. Teraz Krzys jest juz w domu i tez sie ciesze, ze znow go zobacze.
Poza tym zobaczymy sie ze znajomymi, odwiedzimy Piotrkowska, Manufakture i na pewno pojdziemy do kina, do naszej ulubionej pizzeri i tydzien minie nie wiedzac kiedy. Oby mi tylko sil starczylo na te wszystkie plany!

A ponizej zdjecia Krzysia, z lipca br.