Wrocilismy juz kilka dni temu, ale wciaz nie moge sie zebrac, zeby w koncu napisac, co sie wydarzylo podczas mojej nieobecnosci.
Pobyt w Lodzi minal nie wiadomo kiedy. Wlaciwie troche za szybko. Zmeczyla mnie Lodz i jazda samochodem po miescie, ktore jest cale rozkopane. Ale czas spedzony z Angelka sprawil mi duzo przyjemnosci. Brakuje mi jej tutaj, w takim codziennym zyciu. Nie mniej jednak ona zdaje sie byc zachwycona nowym zyciem w duzym miescie. Zobaczymy jak dlugo!
Piotrus skonczyl swoja prace, i na szczescie. Oczywiscie bylismy na Piotrkowskiej, w Manufakturze, spotkalismy sie z kilkoma znajomymi, i to tez na krotko. Bylam zbyt zmeczona popludniami, aby udzielac sie towarzysko.
A po powrocie do domu czekalo na mnie duzo pracy, ktorej wciaz nie wykonalam, lista spraw do zalatwienia rosnie. Od nadchodzacego weekendu mamy, z malymi przerwami, same grupy, a co za tym idzie mnowstwo pracy. To dobrze, bo jesien w naszej branzy nie zawsze moze byc sukcescem :)
A jesli chodzi o mnie, to generalnie czuje sie dobrze. Mdlosci wlasciwie calkowicie ustaly. Uregulowal mi sie apetyt, nie musze jesc juz co godzine. Jestem tylko zmeczona, a co za tym idzie rozdrazniona i placzliwa.
A na poprawe humoru zamieszczam zdjecie mojej Myszki, przy jej ulubionej, jak widac, pracy :)