wtorek, 9 grudnia 2014

Już świątecznie.


Mamy już choinkę i piekliśmy już pierniki - fajnie mamy, lubię tą świąteczną atmosferę









piątek, 21 listopada 2014

Braterska lojalnosc.

Chlopcy brali udzial w klasowym konkursie na najladniejszego Plastusia. Dzieci w glosowaniu wybierali najlepsze prace.
Zapytalam Stasia:
- Na kogo głosowałeś?
- Na Wiktorka.
- A Ty Wiktorku?
- Na brata.

Cudne to jest. Takie oczywiste. Wzrusza mnie to za kazdym razem.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Listy do Mikołaja

Staszek:

- czy Mikołaj istnieje naprawdę, czy jest to tylko wymyślona postać bajkowa?
- a jak myślisz?
- że to wymyślona postać bajkowa
- ale Mikołaj przychodzi tak długo, jak się w niego wierzy.
- to ja bardzo w niego wierzę. Bardzo.


- No ja bym chciał od Mikołaja telefon. Najlepiej iPhone. iPhone 6. Z fejsbukiem.
- A po co Ci telefon?
- Żeby dzwonić do Ciebie lub do taty jak nie jesteśmy razem. I smsy pisać.
- Ale to możesz robić z mojego lub taty telefonu. Poza tym taki prezent jest strasznie drogi.
- No i co z tego? Przecież Mikołaj za te prezenty płaci.

Wiktor wybrał również telefon, ale dopisał jeszcze klocki LEGO.



czwartek, 13 listopada 2014

Październik 2014

Kolejny miesiąc minął bez szczególnych wydarzeń. W szkole chłopcy odnajdują się doskonale, nawet stosowanie się do zasad zostało opanowane. Nie mają żadnych kłopotów, pięknie piszą i zaczynają czytać. Z przyjemnością siedzę z nimi podczas odrabiania lekcji. Długo rozważałam czy posłać ich (sześciolatków)  do pierwszej klasy, ale teraz widzę, że na wszystko przychodzi czas i to był ich czas. Myślę, że w zerówce byłoby im nudno. Jedyne uwagi, jakie pisze Pani w zeszytach dotyczą staranniejszego kolorowania :) Poza tym zawartość piórników znika w sposób czarodziejski. Co najmniej raz w tygodniu trzeba uzupełniać ich zawartość.
W między czasie zamieszkał z nami piesek, malutki jamniczek, zwany Borowikiem vel Grzybkiem. Chłopcy zachwyceni a piesek stał się domową maskotką.

 

 

Teraz powoli szykujemy się do świąt, zostało już nie wiele czasu. Robimy już różne wycinanki, żeby potem wykorzystać je na kartki świąteczne.



piątek, 3 października 2014

Po prostu...

Ależ szybko zleciał ten wrzesień, sama nie wiem kiedy. Wciągnęło nas życie codzienne, praca, szkoła, dom, jakieś uroczystości po drodze i tak skończyło się lato, zaczęła się jesień i październik. Za oknem wciąż więcej słonecznych  dni niż tych deszczowych, pogoda nas naprawdę rozpieszcza. Pierwsze przeziębienie chłopców za nami, które na szczęście się szybko skończyło. Były siódme urodziny szkoły, na których dzieci wraz z rodzicami oraz nauczycielami wspólnie spędziły czas na grupowych rozgrywkach. Ku wielkiemu zadowoleniu chłopców, grupa, w której byliśmy zdobyła pierwsze miejsce. Duża zasługa sukcesu tego wydarzenia leży w rękach nowego pana od WF, który ze stoickim spokojem i olbrzymią cierpliwością poprowadził całe wydarzenie.
No a poza tym weszliśmy już w rytm szkolny. Chłopcy generalnie bez kłopotów wdrożyli się w role uczniów. Jednak rok czasu w szkolnej zerówce nie poszedł na marne. Są (w miarę) zdyscyplinowani, znają zasady panujące w szkole, i generalnie nie jest źle. Zaczęli też oficjalną naukę pisania, co idzie im bardzo ładne, małe rączki są już nieźle wyćwiczone.
Był jeden incydent, w sumie nawet bym o tym nie pisała, ale komentarz Staszka dał mi dużo do myślenia.
Chłopcy podczas zajęć WF (na którym nie byli, z powodu przeziębienia) dostali prace do zrobienia. Staszek pracę zrobił, ale jej zapomniał oddać. Wiktor pracę zgubił/zostawił/zapomniał. Praca wróciła do Pani pognieciona. Nie ustaliliśmy z jakiego powodu. Pewnie sama się pogniotła.
W każdym bądź razie pytam się synków:
- dlaczego zapomnieliście tej pracy oddać?
- a Ty niczego nie zapominasz? Każdemu się zdarza. Pamiętasz, jak w sobotę ryż zapomniałaś wyłączyć? - powiedział Staś.
- No co prawda to prawda - powiedziałam. - Masz rację. Zapomniałam wyłączyć ryżu i się rozgotował....