środa, 11 marca 2009

"Taka pewność przychodzi tylko raz w życiu"

'Są pieśni, które płyną z błekitnookiej trawy,
z kurzu tysiąca polnych dróg.
Oto jedna z nich.'


W niedziele po raz pierwszy zobaczylam film Co się wydarzyło w Madison County (The Bridges of Madison County).
Film z 1995 roku, nie mam pojęcia czemu go wcześniej nie widziałam.
Film opowiada historie niespelnionej milosci, ktora trwala zaledwie kilka dni. O milosci na zawsze. O zyciu w malej miejscowosci, gdzie poswiecenie sie dla milosci wymaga wielu wyrzeczen. O wyborach, nie zawsze latwych i dobrych. Strasznie poruszyl mnie ten film, i z pewnoscia do niego powroce.
Przepiekne krajobrazy. Cudna muzyka. I aktorzy. W ogole wszystko cudne, najwspanialsze.

Trailer http://www.youtube.com/watch?v=_bXG1KBHqj0

http://www.youtube.com/watch?v=VYMePF2CCcQ - fragmenty

poniedziałek, 9 marca 2009

Filmiki

W naszych filmikach zamiescilam w koncu krotkie migawki z pierwszymi kroczkami chlopcow. (odzyskalam z naprawy swoj telefon, ktory zawsze jest pod reka)

Oto linki:

Stas: http://www.youtube.com/watch?v=RWNJLzRJHUI

Wiktorek http://www.youtube.com/watch?v=2zTnW8M2VJo

Jeszcze raz Wiktorek http://www.youtube.com/watch?v=Yyhzbm9G6bk

I wspolna zabawa przy konsoli http://www.youtube.com/watch?v=pQSrnqB1DgM

niedziela, 8 marca 2009

Słoneczna niedziela

Słońce świeci od rana, a po wczesnym obiedzie goście wyjeżdzają, mamy więc w planach wyjechać do Jeleniej na spacer, jeszcze nie wiemy gdzie, zobaczymy :)
Nie wyspałam się, obudziłam się o trzeciej i do rana wierciłam się, mam nadzieję, że słońce poprawi moje samopoczucie.

Już obaj panowie zaczynają chodzić, stawiają samodzielnie pierwsze kroczki, i chyba już niedługo skończy się raczkowanie.

Na razie tyle, a jak wrócimy ze spaceru z pewnością będą jakieś zdjęcia.
W naszych filmikach umieściłam dwa nowe filmiki, zapraszam do oglądania.

Dopisuję: zmieniliśmy plany, i poszliśmy na spacer w okolicach domu. Było nawet miło, tylko wszędzie pod górkę :)

środa, 4 marca 2009

Jedzonko

Od kilku tygodni coraz wiecej eksperymentujemy z jedzonkiem. Mleko zostalo nam dwa razy dziennie (rano i wieczorem). Oprocz tego jemy juz kisiel, fisiel, jogurt naturalny z owockiem (banan, gruszka, jablko, malinka ze sloiczka, truskaweczka), Danonki (producenci zalecaja podawanie danonkow dzieciom powyzej 3 roku zycia :) a dzisiaj dostaly po raz pierwszy budyn na mleku prawdziwym (pol na pol z woda). Rano na drugie sniadanko dostaly placuszki z jablkami i zjedli samodzielnie prawie wszystko (zdjecia ze sniadanka ponizej). Potem juz nie dokarmialismy i wystarczylo to im do obiadku.
Generalnie robi sie coraz latwiej z tym jedzeniem. Nadal pilnuje, zeby nie dostawaly za duzo soli i cukru, ale nie przesadzam.
Poza tym jestesmy juz po wielkim sprzataniu domu, i jutro mamy juz gosci weekendowych.
Jestem troche zmeczona, niewyspana, bo dzis w nocy troche dzieci urzedowaly. Najlatwiej zgonic na pogode, bo halny troche rozrabia i odwilz jest straszna. Szaro buro, brudno, dobrze chociaz, ze slonce swieci.

niedziela, 1 marca 2009

Uff…

Za nami bardzo intensywny czas. Ferie się skończyły a wraz z nimi nawał pracy. Ostatnie dwa tygodnie były jednymi z najbardziej pracowitych tygodni od niepamiętnych czasów. Na początku lutego pani do pomocy wzięła zaliczkę i poszła sobie w siną dal, zostawiając po sobie straszny bałagan. Żeby mieć mniej zmywania, pochowała brudne naczynia do szafy!!! W związku z tym, że nie za bardzo da się znaleźć kogoś do pracy na szybko, postanowiliśmy ostatnią grupę obsłużyć sami. Czyli pani kucharka gotowała, ja sprzątałam i zmywałam a Piotruś odśnieżał. 30 osób, 3 posiłki dziennie i tony śniegu spadające z nieba. Naprawdę było co robić. W środę przyjechała Angelka, ale teraz znów jest w drodze do Łodzi. Przede mną sprzątanie całego domu (część już zrobiłam), ale najważniejsze, że nie jest to związane z określona godziną. To chyba było najbardziej wyczerpujące, czekanie na określoną godzinę aby przygotować posiłki, nakryć do stołów, pozmywać i w kółko to samo przez dwa tygodnie. Ja sprzątałam, zmywałam, a Piotruś odśnieżał, odśnieżał, odśnieżał…. Nie skłamię, jak powiem, że leży jeszcze ze dwa metry śniegu, pomimo tego, że drugi dzień jest odwilż.

W między czasie chłopcy skończyli roczek, który obchodziliśmy dwa tygodnie wcześniej, kiedy była jeszcze Angelka. Pomimo tego w dzień właściwych urodzin mieli jeszcze po symbolicznym torciku. W końcu jest ich dwóch, więc mogą mieć podwójne urodziny :)

Wszyscy mi mówią, ze jak roczek juz im minął, to jest juz z Gorki :) Hm, ja jednak wspominam te pierwsze miesiące, póki nie zaczęli raczkować jako błogi spokój. Pogodne, radosne niemowlaki, które dużo spały i płakały tylko kiedy były głodne. Teraz zaczyna się dopiero cyrk, kiedy zaczynają powolutku chodzić, coraz mniej śpią i coraz więcej rozrabiają. Stają sie bardzo absorbujące, ale przy tym są takie cudne, słodkie, pogodne i kochane, ze czas spędzany z nimi to naprawdę przyjemność. Jednak późne macierzyństwo jest zupełnie inne, w porównaniu z tym, kiedy urodziła sie Angelka.

A z umiejętności chłopców: dalej nie chodzą, próbują tylko ale i tak wygodniej im na czterech. Jeden i drugi potrafi już przejść parę kroczków doskonale zdając sobie sprawę z naszego zachwytu. Obaj 'gadają' coraz więcej. Coraz fajniej bawią się ze sobą, i na szczęście nie ma w zabawach agresji. Coraz częściej dochodzą z kojca czy łóżeczek wspólne śmiechy, a jak podglądamy co ich tak rozśmiesza zwykle są to drobiazgi typu: Wiktorek przechyla główkę na bok a Staś zaśmiewa się z tego, albo Staś wchodzi do pudełka co doprowadza do śmiechu Wiktorka :)

I tak właśnie zaczynamy drugi rok z chłopcami, po obfitych i częstych opadach śniegu nastała odwilż, zaraz zaczniemy wypatrywać krokusów na polu. Mam nadzieje że już z chodzącymi chłopakami!