Bylismy dzis na szczepieniach. Tym razem tylko WZW, ostatnia dawka, i placona z kasy chorych. I oczywiscie znow bede nudna, ale chlopcy zachowywali sie wzorowo. Jak weszlismy do przchodni, obu zrzedla mina, Stas zrobil podkowke i zaplakal. Jakby pamietali, ze to TU robia zastrzyki :) Ale u pani doktor pokazali prawdziwych siebie, usmiechnietych, pogodnych bobaskow.
Przy zastrzyku obaj zaplakali, bo to dosc bolesna szczepionka. Raz dwa o tym zapomnieli. W drodze powrotnej zasneli i spali do samego obiadku.
I uwaga, chlopcy maja odpowiednio:
Stas 9820 gr i 77 cm, Wiktor 9830 gr i 78 cm.
To dosc imponujaca waga na 6,5 miesiaca.
Jeszcze cos: Stas dzisiaj usiadl sam. Samo siedzenie nie trwalo dlugo, moze z minute? Moze dwie? Jak raz mu sie udalo, to nie zaprzestaje prob i udalo mu sie drugi raz :)
Wiktorkowi idzie druga gorna jedynka, i wczoraj byl bardzo marudny, w nocy spal niespokojnie (czytaj: ja rowniez spalam niespokojnie). Jedynka dalej w srodku, ale Wicus juz tak bardzo nie marudzi.
I to tyle na razie z biezacych wiesci, do napisania!
wtorek, 9 września 2008
sobota, 6 września 2008
Wszedzie dobrze...
I jestesmy juz od wczoraj w domku. Zmeczeni ale zadowoleni, bo oczywiscie wszedzie dobrze ale w domu najlepiej. Nic wczoraj nie zrobilam, zaleglam na lozku i odpoczywalam. Za to dzis juz wstawilam pranie, przygotowalam nastepne i zabiore sie za rozpakowywanie i porzadkowanie reszty :)
Dzieci zadziwione, nie wiedzialy co sie dzieje. Rozgladaly sie wokolo, ciekawa jestem, czy rozpoznaly stare katy. Ogolnie caly wyjazd mozna byloby nazwac ZDZIWIENIE, bo taka byla reakcja chlopakow na wszytsko :)
Fajnie bylo wyjechac, zmienic otoczenie, zobaczyc, ze chlopcy znosza podroze bez klopotow. Dom tez nie zawalil sie podczas naszej nieobecnosci.
Lubie tu byc. Slonce wstaje teraz razem ze mna, od ktorego niebo plonie czerwienia nad gorami, zapach swiezosci na zewnatrz i taka cisza... Raniutko wyszlam w pizamie na zewnatrz i az zachlysnelam sie... spokojem...
A wczoraj (05.09.08) Wiktorkowi wyszla PRAWA GORNA JEDYNKA. I tym samym mam juz pieciozebne dzieci :)
Dopisuje: w sobote Stasiowi wyszla druga, prawa gorna jedynka! Odkrylam ja po napisaniu tego posta :)
Dzieci zadziwione, nie wiedzialy co sie dzieje. Rozgladaly sie wokolo, ciekawa jestem, czy rozpoznaly stare katy. Ogolnie caly wyjazd mozna byloby nazwac ZDZIWIENIE, bo taka byla reakcja chlopakow na wszytsko :)
Fajnie bylo wyjechac, zmienic otoczenie, zobaczyc, ze chlopcy znosza podroze bez klopotow. Dom tez nie zawalil sie podczas naszej nieobecnosci.
Lubie tu byc. Slonce wstaje teraz razem ze mna, od ktorego niebo plonie czerwienia nad gorami, zapach swiezosci na zewnatrz i taka cisza... Raniutko wyszlam w pizamie na zewnatrz i az zachlysnelam sie... spokojem...
A wczoraj (05.09.08) Wiktorkowi wyszla PRAWA GORNA JEDYNKA. I tym samym mam juz pieciozebne dzieci :)
Dopisuje: w sobote Stasiowi wyszla druga, prawa gorna jedynka! Odkrylam ja po napisaniu tego posta :)
czwartek, 4 września 2008
Pierwsza wizyta w restauracji
W czwartek, dzien przed wyjazdem, Babcia zaprosila nas na obiad do restauracji Chata Wuja Toma w Żabiczkach pod Lodzia.
Bylismy my z chlopacami, Pawel z Agnieszka, Ola i Krzysiem, oraz znajomi. Dziadek zostal w domu, bo byl chory. Chlopaki nic nie jedli, ale zachowywali sie wspaniale, zreszta tak jak wszystkie dzieci. Twinsy siedzialy najpierw w fotelikach a potem na krzeselkach. W ogole nie ma z nimi zadnych problemow :)
.jpg)
.jpg)
A wiecej zdjec w galerii Nasze Zdjecia (juz nowy album, z siodmego miesiaca :)
Bylismy my z chlopacami, Pawel z Agnieszka, Ola i Krzysiem, oraz znajomi. Dziadek zostal w domu, bo byl chory. Chlopaki nic nie jedli, ale zachowywali sie wspaniale, zreszta tak jak wszystkie dzieci. Twinsy siedzialy najpierw w fotelikach a potem na krzeselkach. W ogole nie ma z nimi zadnych problemow :)
.jpg)
.jpg)
A wiecej zdjec w galerii Nasze Zdjecia (juz nowy album, z siodmego miesiaca :)
środa, 3 września 2008
W Warszawie
Bylismy wczoraj w Warszawie. Nie jest przesada to, co mowia w Traffic TVN24. jazda przez Warszawe wymaga duzej cierpliwosci a przede wszytskim czasu. Korki w godzinach poludniowych, popoludniowych i wieczornych. Koszmar. Nasza (nie mala przeciez) Lodz to niemalze miasteczko a Jelenia Gora to wioska, jesli chodzi o komfort jazdy po miescie. W ambasadzie spedzilismy prawie 2 godz ale wszystko zalatwilismy. Wyjechalismy o 10 rano, a wrocilismy o 21, z jedna przerwa na obiad w drodze powrotnej. A do Warszawy mamy 130 km. Chlopcy sa przecudni, grzeczni i cierpliwi, pomimo zaburzenia rytmu zachowywali sie wspaniale. Na obiad weszlismy do Ikei, gdzie podgrzalismy chlopakom mleko a potem sprintem przeszlismy przez sklep. Zakupilismy pare drobiazgow i w droge.
Dzis spokojnie, odpoczywamy, moze pozniej przejdziemy sie do Manufaktury.
Dzis spokojnie, odpoczywamy, moze pozniej przejdziemy sie do Manufaktury.
wtorek, 2 września 2008
Meldujemy sie z Lodzi
No i pierwsza dluga podroz za nami. Chlopaki spisali sie wspaniale, jakby jazda autem 400 km byla najzwyklejsza w swiecie. Jestem z nich bardzo dumna. W Lodzi zaklimatyzowali sie bardzo dobrze. Nowe, turystyczne lozeczka wprawily je w zdumienie, ale ze spaniem klopotow nie ma.
W niedziele bylismy z chlopakami w Realu, wielkim hipermarkecie (ze 3 razy wiekszym niz hipermarkety w Jeleniej Gorze). To ich pierwsza wizyta w takim miejscu. A wczoraj bylismy u fotografa, gdzie rowniez odbylo sie bez klopotow. Caly czas sa zadziwieni, patrza wkolo nie bardzo wiedzac, co sie dzieje. Zwlaszcza hipermarket to odkrycie, tyle ludzi, swiatel, kolorow...
Stasiowi wyszedl kolejny zabek - lewa, gorna jedynka, w niedziele 31.08.2008.
A Wiktor dzis chyba mial klopot z dziaselkami. Budzil sie kilka razy z placzem, zasnal dobrze po polnocy, aby kilka min po 5 rano znow nie spac. Teraz za to spi jak zabity a Stas probuje mi pomagac pisac :)
Dzis wybieramy sie do Warszawy, pozalatwiac sprawy paszportowe w ambasadzie holenderskiej. Kolejna podroz przed nami, aczkolwiek juz wiem, ze bedzie dobrze.
Pozdrawiamy z Lodzi bardzo serdecznie!
W niedziele bylismy z chlopakami w Realu, wielkim hipermarkecie (ze 3 razy wiekszym niz hipermarkety w Jeleniej Gorze). To ich pierwsza wizyta w takim miejscu. A wczoraj bylismy u fotografa, gdzie rowniez odbylo sie bez klopotow. Caly czas sa zadziwieni, patrza wkolo nie bardzo wiedzac, co sie dzieje. Zwlaszcza hipermarket to odkrycie, tyle ludzi, swiatel, kolorow...
Stasiowi wyszedl kolejny zabek - lewa, gorna jedynka, w niedziele 31.08.2008.
A Wiktor dzis chyba mial klopot z dziaselkami. Budzil sie kilka razy z placzem, zasnal dobrze po polnocy, aby kilka min po 5 rano znow nie spac. Teraz za to spi jak zabity a Stas probuje mi pomagac pisac :)
Dzis wybieramy sie do Warszawy, pozalatwiac sprawy paszportowe w ambasadzie holenderskiej. Kolejna podroz przed nami, aczkolwiek juz wiem, ze bedzie dobrze.
Pozdrawiamy z Lodzi bardzo serdecznie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)